plenfrderuesuk

Jerzwałd - Dobrzyki

70 rocznica utworzenia jednostki

W dniu 17.09.2016 w remizie i świetlicy w Dobrzykach odbyło się uroczyste spotkanie z okazji przypadającej w tym roku 70 rocznicy utworzenia jednostki Osp Dobrzyki. Swoją obecnością spotkanie uświetnili m. in. Burmistrz Zalewa i Prezes ZG ZOSP RP w Zalewie Marek Żyliński, Dyrektor ZS w Dobrzykach Jacek Dobrowolski, Dyrektor ZOSziP i wieloletnia druhna Osp DobrzykiGrażyna Tuszewicka - Pełka, Sołtys Kazimierz Twardowski oraz nasi serdeczni koledzy z jednostek OSP z gminy Zalewo. Spotkanie było okazją do przypomnienia historii powstania i działalności naszej jednostki oraz uhonorowania najstarszych członków Osp Dobrzyki. Odebraliśmy też okolicznościowe upominki od braci strażackiej, za które - jak i za Waszą obecność - serdecznie dziękujemy! Po części oficjalnej przyszedł czas na tradycyjną integrację środowiska strażackiego przy poczęstunku, za którego przygotowanie dziękujemy paniom z rady sołeckiej w Dobrzykach 

Czytaj dalej...

Opowieść mojej Babci

Nazywam się Mateusz Bochno i mieszkam w Dobrzykach razem z moimi rodzicami i Babcią ( mamą mojego taty).
Moja Babcia ma 85 lat i mieszka tu już bardzo długo. Jednak ten dom nie jest jej domem rodzinnym.
Mój pradziadek, Józef Cyrson, pochodził z Kaszub, natomiast prababcia,
Marta Cyrson, z okolic Kwidzyna i tam też przyszła na świat moja babcia Małgorzata.
W te okolice przeprowadziła się razem ze swoją rodziną jako małe dziecko
(ok. 2 - 3 letnie - tego babcia dobrze nie pamięta).
Pradziadkowie kupili gospodarstwo przy lesie - dziś nic już z niego nie zostało.
Był to piękny biały dom i budynki gospodarskie. Wokół domu rósł biały bez, a przy łące posadzony był rząd świerków, a także drzewa owocowe (kilka grusz i jabłoni). W domu były 3 pokoje, przedpokój, kuchnia.
Przez pewien czas (kilka lat), pradziadkowie wynajmowali jeden pokój małżeństwu o nazwisku Szwedzcy,
którzy zarabiali na życie ostrzeniem noży i nożyczek (mieli do tego specjalną maszynkę). Szwedzcy jeździli po okolicy - czasami nie było ich nawet tydzień. Co się stało z nimi później, tego babcia nie wie. Ostatnio babcia opowiadała historię o pradziadku.
Zimą 1945 r. w styczniu miejscowa ludność uciekała przed wojskiem rosyjskim.
Zabierali swój dobytek i furmankami jechali do Dzierzgonia. Chcieli wsiąść do pociągu i wyjechać do Niemiec. Moi pradziadkowie również. Jechali przez Jerzwałd, Benzę, w Mortęgach przenocowali - na siedząco, okryci pierzynami. Z nimi mnóstwo innych rodzin. Ci, którzy wyruszyli dzień wcześniej (w niedzielę), wyjechali z Polski.
Moi pradziadkowie jednak całą niedzielę przygotowywali się do wyjazdu. Wyruszyli dopiero w poniedziałek.
Na pociąg niestety nie zdążyli. Takich jak oni było więcej, musieli wracać. W drodze powrotnej dowiedzieli się, że podobno Rosjanie wycofali się, więc mogą spokojnie wracać do swoich domów. Nie była to jednak prawda. Już w Mortęgach wojsko rosyjskie zabrało im konie. Gdzieś na pobliskiej drodze luzem chodziły dwa inne, więc zaprzęgli je i pojechali dalej.
Kiedy byli już bardzo blisko domu, bo w Dobrzykach na moście - zatrzymali ich pijani rosyjscy żołnierze wracający z płonącego Zalewa. Pradziadkowi kazali zejść, a reszcie (prababci i pięciorgu dzieciom) jechać dalej.
Zabrali im również część ich walizek.
Dlaczego zatrzymali tylko pradziadka, tego babcia, mimo iż miała 15 lat, nie pamięta, Nigdy już do nich nie wrócił. Co się z nim stało, okazało się dopiero po jakimś czasie.
Warunki były bardzo trudne - ogromne ilości śniegu, mróz, więc nikt pradziadka nie szukał.
Dopiero kiedy śnieg zaczął topnieć, odnaleziono go martwego w rowie przy drodze.
Pod głową miał złożony płaszcz.
Podobno Rosjanie zrzucili go z mostu na lód.
Pradziadek Józef Cyrson jest pochowany na cmentarzu w Dobrzykach przy kanale.
Wieczorem rodzina Cyrsonów dotarła do swojego domu
Zmęczeni, zziębnięci i przestraszeni położyli się spać.
Skryła się u nich również sąsiadka z matką i 6-letnim synkiem, która mieszkała w gospodarstwie niedaleko domu (dzisiaj) p. Cympla. Kiedy rano się obudzili, okazało się, że wszystkie budynki gospodarskie i zwierzęta (krowy, konie, kury, świnie) spłonęły. Po podwórku chodziły tylko 2 gęsi.
Jedna z młodszych sióstr babci podobno słyszała w nocy ludzi mówiących po rosyjsku. Przez firankęwidziała blask na podwórku,
To było ogromne szczęście, że zasnęła, bo kto wie, eo by było, gdyby okazało się, że tam jest cała rodzina.
Ocalał tylko budynek mieszkalny.
Wiosną (ok. marzec - maj) babcia z siostrą i wieloma innymi osobami z Dobrzyk trafiły do łagrów w Kwietniewie.
Było tam bardzo dużo ludzi. Wykonywali różne prace, m. in. polowe.
W czasie tych prac często śpiewały - wspomina babcia. Spali w długich budynkach robotniczych.
Na podłodze mieli rozrzuconą słomę, a na niej koce.
Nie traktowano ich tak bardzo źle, ale warunki, w jakich żyli, były okropne - tyfus, wszawica, świerzb.
W grudniu przed Bożym Narodzeniem babcia z koleżanką (młodsza siostra wróciła wcześniej - latem) piechotą wróciły do domów.
Z czasem Cyrsonowie przeprowadzili się do wsi.
Potem jeszcze raz zmienili miejsce zamieszkania.

Mateusz Bochno
(Dobrzyki)

 Bibliografía:

 

- Powyższa praca została wyróżniona w konkursie pt. „Mój Dom" w 2010 r. w ramach projektu Towarzystwa Miłośników Ziemi Zalewskiej pt. „Ziemia Zalewska - nasza mała ojczyzna" Programu „Działaj Lokalnie" Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce we współpracy ze Stowarzyszeniem „Przystań" w Iławie

źródło:Zapiski Zalewskie Nr 27 2014





Czytaj dalej...

Zamkowa Góra w Dobrzykach

Od Redakcji:

W ub. roku ukazała się książka pt Archaeologica. Hereditas. Grodziska Warmii i Mazur. 1-pod red. Z. Kobylińskiego. W rozdziale pt: »„Wykopaliska" w archiwach - archeologia archiwalna na przykładzie wybranych stanowisk Pojezierza Iławskiego« , autorstwa Seweryna Szczepańskiego, ukazane sę materiały archiwalne dotyczące różnych, ciekawych dla archeologów, miejsc Pojezierza Iławskiego, w tym dotyczące miejscowości z gminy Zalewo: Boreczna - Mózgowa, Dobrzyk, Jaśkowa - Janik Wielkich, Urowa i Wieprza. Do artykułu wybraliśmy fragment dotyczący Zamkowej Góry w Dobrzykach. Uzupełnieniem artykułu jest Legenda o Zamkowej Górze ze zbioru legend Elizabeth Lemke przetłumaczona przez Kazimierza Madelę.

Ze źródeł archiwalnych dotyczących Dobrzyk wnioskować można o istnieniu w okolicy wsi aż trzech grodzisk. Żadne z nich nie doczekało się jak dotąd weryfikacji archeologicznej i podejrzenia dotyczące ich rzeczywistej funkcji pozostają, jak na razie, w sferze domysłów.
Ze sprawozdania landrata morąskiego z 1 stycznia 1825 roku dowiadujemy się o wzniesieniu położonym 2000 kroków na północ od Dobrzyk, 2000 kroków na wschód od wsi Jezierce (Haack) i około 1000 kroków od jeziora Ewingi (Ewing See), które miało skrywać relikty dawnego grodziska. Niedaleko znajdował się niewielki lasek świerkowy oraz osada Kobitten. Wzgórze to, dominujące nad okolicą, posiadało wysokość około 50 stóp (około 15,5 m) względem tafli jeziora Ewingi. W pobliżu przepływała rzeczka oraz biegła droga łącząca Zalewo i Matyty. Na wzniesieniu czytelne były nadal jakieś pozostałości „elementów murowanych lub fortyfikacji".

To samo miejsce (wraz z laskiem oraz osadą Kubitten), podpisane
I jako Schlossberg bei Weinsdorf Kubithen zaznaczył na swoim szkicu i porucznik Guise, wizytując niedługo po sporządzeniu powyższego sprawozdania okolice Dobrzyk.
Owa „Góra Zamkowa" przez lata wzbudzała zainteresowanie mieszkańców, o czym wspomina w swojej książce z 1887 roku Elisabeth Lemke. Fakt ten potwierdza list Brunona Eckhardta z 24 lipca 1935 roku. Odpowiadając na zapytanie dyrektora Prussia Museum w sprawie lokalizacji grodziska w okolicy Dobrzyk napisał on, że obecnie jest już ono nieczytelne w terenie, gdyż przez lata ma na nim miejsce wydobycie „żwiru i gliny" (...). Zaznaczył jednak, że jego lokalizacja odpowiada miejscu oznaczonym na planie Messtischblatt 800 jako Schanze (właściwie na planie znajdujemy opis - Burghugel).
Obecnie miejsce to jest rzeczywiście w dużym stopniu uszkodzone przez wybierzysko oraz permanentną orkę. Udało się znaleźć podczas inspekcji kilka fragmentów polepy oraz fragmenty cegieł.

Seweryn Szczepański

Legenda o Zamkowej Górze

Zamkowa Góra w Dobrzykach jest dziś tylko zwykłą cegielnią. Ale w dawnych czasach stał tam wielki zamek. Jak daleko sięga pamięć ludzka, znajdowano w tym miejscu resztki starych murów zagrzebanych w glinie. Może zamek ten uległ zniszczeniu w jakiejś wojnie, ale w żadnych księgach tego nie zapisano i nic więcej powiedzieć
0 tym nie można. Teraz znajduje się tam głęboka dziura, której dna próbowano nawet dosięgnąć długimi drągami. Ale najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że kiedyś na Zamkowej Górze zakopanybył skarb monet. Znaleźli go dwaj ludzie, którzy od dawna już nie żyją. Nikomu o tym nie powiedzieli. Ale gdy się nagle wzbogacili, stało.się dla wszystkich jasne, z jakiego powodu. A odnalezienie tego skarbu nie było wcale trudne, jeśli w ogóle miało miejsce. Ludzie opowiadali jeszcze, że tych dwóch z całą pewnością widziało jak coś błyszczało w ziemi i zaraz tam pobiegli. A podobno monet było tak wiele, że zabrali je furmanką. Od tamtej pory upłynęło wiele czasu i ludzie mówią to
1 tamto, ale wszystko mieszają i kręcą. Tak, że jeden wie tyle, co drugi.

tłumaczenie: Kazimierz Madela

Bibliografia:

- Elisabeth Lemke: Volkstümliches in Ostpreussen 1884
- Archaeologica. Hereditas. Grodziska Warmii i Mazur. 1- pod red. Z. Kobylińskiego; WFA Zielona Góra 2013

źródło: Zapiski Zalewskie Nr 27-2014

 

Czytaj dalej...

Wspomnienia Haliny Śledzik

Pierwsi polscy osadnicy przybyli do Dobrzyk 20 maja 1945 r., było to kilka rodzin wracających z tułaczki wojennej. We wsi (noszącej wówczas niemiecką nazwę Weinsdorf) mieszkało też kilku polskich robotników przymusowych, wśród nich nauczycielka

Helena Mioduszewska.

To z jej inicjatywy

 już 1 września 1945 r. rozpoczęła swoją działalność

szkoła, jako pierwsza powojenna placówka na ziemi Zalewskiej i jedna z pięciu
w powiecie. Lekcje odbywały się wówczas w domu, gdzie później zamieszkał Michał
Ogonowski, gdyż we właściwym budynku szkoły stacjonowali żołnierze. Uczniowie byli
w bardzo zróżnicowanym wieku i pochodzący z różnych stron Polski, co było efektem
wojny i okupacji, a potem przyjazdu ich rodzin na Ziemie Odzyskane. Stopniowo
uporządkowano właściwą szkołę położoną obok drogi Zalewo - Susz z lewej strony.
Wówczas kierownictwo placówki objął Józef Mioduszewski, brat Heleny. Warto
nadmienić, iż trzecia z rodzeństwa Mioduszewskich - Kazimiera, była założycielką
(w 1946 r.) i długotrwałą kierowniczką szkoły w Jerzwałdzie. Personel nauczycielski
zasiliło rodzeństwo Kostrzewów: Elżbieta i Reinhard, którzy byli autochtonami
pochodzącymi spod Stawigudy. Reinhard Kostrzewa zasłynął jako organizator życia
kulturalnego na wsi. Organizował inscenizacje, w których brali udział dorośli i dzieci,
pięknie też malował. Przedstawienia wystawiano w wiejskiej świetlicy położonej naprzeciw szkoły. Niestety, świetlica ta z powodu bezmyślności ludzi po pewnym czasie została zdewastowana.

Od 1950 r. szkoła działała już jako pełna siedmioklasówka. Rok szkolny 1953/54 przynosi duże zmiany w kadrze nauczycielskiej. Odchodzą Kostrzewo wie, a na ich miejscu rozpoczynają pracę: Janina Kamińska, E. Kruszewska i Lucjan Złotkowski; kierownikiem jest nadal Józef Mioduszewski.


Następne zmiany zachodzą w roku szkolnym 1955/56. Odchodzi kierownik Mioduszewski i nauczyciel Złotkowski. Kierownictwo szkoły obejmuje młody absolwent liceum pedagogicznego - Stanisław Parzęcki, który będzie je piastował do 1975 r. Ze starej kadry pozostała Janina Kamińska, a dochodzą nauczyciele: Maria Głowacka i Helena Tomczyk. W następnym roku odchodzi Helena Tomczyk, a na jej miejsce zaczyna pracować pochodzący z Dobrzyk Jan Nidzgorski, który będzie pracować w niej do emerytury w 1990 r., a od 1975 r. także jako dyrektor. Jako siedmioklasowa szkoła z czterema nauczycielami będzie funkcjonować do 1964 r. Do tego czasu pracowali w niej jeszcze: Jan Skrajda (3 lata), Justyna Lewczyk (5 lat), Jan Lichacz (1 rok), Bronisława Dziurdzia (1 rok). W roku szkolnym 1961/62 podejmuje pracę Stanisław Bulski, który przepracowuje w niej do emerytury w 1991 r.
Rok szkolny 1964/65 przynosi zmianę w postaci zwiększonej do pięciu nauczycieli kadry. Zasila ją absolwent szkoły w Dobrzykach - Witold Lewicki. Nowy przełom to rok 1966/67 - wprowadzenie ośmiolatki. Zwiększa się obsada nauczycieli do sześciu osób. Odchodzi do innej szkoły pracująca tu trzy lata Maria Homza - Nike, zaczynają natomiast pracę absolwentki liceum pedagogicznego, a także szkoły w Dobrzykach: Mirosława Kobus i Krystyna Słomiana. Godnym uwagi jest fakt istnienia przy placówce Szkoły Przysposobienia Rolniczego, powołanej w roku szkolnym 1965/66. Przedmiotów zawodowych uczyli w niej inżynierowie rolnictwa z pobliskich PGR, a ogólnokształcących - nauczyciele szkoły. W czwartym roku funkcjonowania szkoła ta została rozwiązana z powodu małej liczby uczniów.
• Dobrą tradycją szkoły w Dobrzykach było organizowanie Dnia Dziecka na wyspie Czaplak. Po raz pierwszy taki wyjazd nastąpił 1 czerwca 1964 r. Przeżycia dla dzieci nie do opisania. Po pierwsze, przejazd na wyspę brodem z Polajn. Przewoźnicy,

to ojcowie dzieci, którzy udostępnili swoje konie i wozy. Ileż pisków, gdy woda sięgała stóp małych pasażerów! A sam pobyt na wyspie to też nie lada atrakcja: wędkowanie, różne zawody sportowe dla dzieci i ich rodziców, bufet z napojami, kanapkami i słodyczami, który przyjechał wraz z kierowniczką miejscowego Klubu Rolnika. Taki dzień to mnóstwo wrażeń. Wyspa Czaplak była miejscem wypoczynku uczniów szkoły jeszcze wielokrotnie.
Ciekawa inicjatywa nauczycieli to sportowe spotkania kilku szkół z okazji Dnia Sportu, co miało miejsce na początku czerwca. Spotykały się społeczności szkolne Dobrzyk, Jerzwałdu i Tabor na zmianę w poszczególnych miejscowościach, do których zawodnicy i ich opiekunowie dojeżdżali rowerami. W ten sposób zacieśniały się więzi między nauczycielami, uczniami i ich rodzicami, a i rywalizacja była bardziej ekscytująca.
W 1973 r. następuje zasadnicza zmiana w bazie mieszkaniowej dla nauczycieli. Zostaje wykupiony dom od Bronisława Kobusa i przeznaczony na Dom Nauczyciela, w którym uzyskuje się dwa rodzinne mieszkania z centralnym ogrzewaniem, wodą, wc. Podobny remont przeprowadzono w mieszkaniu dyrektora szkoły, przez co i szkoła uzyskuje częściowo bieżącą wodę. W tym też roku zostaje zlikwidowana czteroklasowa Szkoła Podstawowa w Matytach z powodu małej liczby dzieci,

Zmienia się obwód szkolny w Dobrzykach, zostaje poszerzony o miejscowości: Kupin, Półwieś, Witoszewo, Gajdy, a także, na prośbę rodziców, uczniów z Siemian. Szkoła liczy teraz ponad 240 uczniów pracujących w 12 oddziałach.

Corocznie organizuje się wiele wycieczek dla uczniów klas młodszych i starszych, by poznawali ciekawe miejsca naszego kraju. Tradycją stały się konkursy ekologiczne klas trzecich całej gminy, szkoła współpracuje też z Parkiem Krajobrazowym Pojezierza Iławskiego i Wzgórz Dylewskich z siedzibą w Jerzwałdzie. Uczniowie jeżdżą tam na lekcje i ścieżki dydaktyczne, pracownicy siedziby Parku odwiedzają szkołę z prelekcjami.
Z inicjatywy nauczycielki przyrody, Krystyny Gajcy, w drugiej połowie października szkoła organizuje imprezę środowiskową, Święto Pola. Po raz pierwszy było to 19 października 2002 r. W jej przygotowanie angażują się nie tylko dzieci, ale i ich rodzice. Występy artystyczne, sportowe, zmagania na wesoło rodziców i dzieci, wspólne śpiewy, a także konkursy na „kartoflanego dziwaka", czy „jarzynowego potwora" oraz stoiska poszczególnych klas z różnymi potrawami i eksponatami z pól, sadów i ogrodów obejmują to widowisko. Integrują szkołę ze środowiskiem, pokazują jak bogata jest nasza ziemia, czym nas obdarza i dlaczego należy traktować ją z szacunkiem. W br. taka impreza odbędzie się już po raz trzynasty. Corocznie towarzyszy jej inne hasło, np. „Od ziarenka do bochenka", „Plon niesiemy plon".
Odwiedzają ją redaktorzy lokalnych gazet, a nawet jedną z imprez z 27 października 2007 r. nagrywała TVP Program III, a relacja pojawiła się z „Panoramie".
14 października 2003 r. z okazji Dnia Edukacji Narodowej nastąpiło otwarcie pracowni komputerowej, jest to nowy etap w życiu szkoły, obecnie bez komputerów w bibliotece czy klasie trudno sobie wyobrazić naukę. Kilka lat szkoła była organizatorem „Przeglądu Jasełek" w gminie. Jasełka i spotkania opłatkowe w grudniu to również tradycja szkoły. 22 grudnia 2004 r. na takim spotkaniu kolędy i pastorałki zaśpiewał chór złożony z nauczycieli, 9 stycznia 2005 r. chór wystąpił również w Gminnym Ośrodku Kultury w Zalewie wspierając akcję WOŚP Jerzego Owsiaka.
W 2008 r. Rada Rodziców wyszła z inicjatywą, by w szkole zorganizować gimnazjum. Głosowanie wśród rodziców wykazało prawie 100% poparcie, kadra nauczycieli była przygotowana, a z powodu zmniejszania się liczby dzieci były też wolne pomieszczenia. I tak rok 2008/09 to pierwszy rok Zespołu Szkół w Dobrzykach z dwiema klasami gimnazjum. Inicjatywa rodziców była słuszna, gimnazjaliści kontynuują naukę w szkołach średnich z dobrymi efektami. W b.r. Zespół Szkół w Dobrzykach rozpoczyna ósmy rok pracy; solidnej, zwykłej, znów kalendarz imprez, wycieczki, imprezy środowiskowe, współpraca z rodzicami...
Jest to inna szkoła niż ta z 1945 r. - z piękną salą gimnastyczną, bogatą biblioteką, pracowniami, wykształconą kadrą nauczycieli, ale zawsze przyjazna uczniom, ich rodzinom, pracownikom. Pewnie dlatego absolwenci wracają tu, by pracować. Do nich należą nauczyciele: Jan Nidzgorski, Witold Lewicki Krystyna Słomiana (Głażewska), Mirosława Kobus (Kosek), Halina Śledzik, Bożena Frańczuk (Rafalska), Agnieszka Śledzik (Helwak), Krystyna Wolak (Gajcy) oraz inni pracownicy szkoły: Bożena Tetkowska (sekretarka) Wacław Truszkowski (konserwator)- Irena Szczur (Jaskulska) - kucharka; Teresa Kosek (Wnukowska), Barbara Nidzgorska Wioletta Grzebieniak (Płatek) - intendentki; Maria Niewiadomska (Zaniewska),' Daniela Niewiadomska (Graczyk), Halina Kmita (Radka), Anna Kulik - sprzątaczki.
A i ci pochodzący z innych miejsc, gdy zaczynają pracę w tej szkole to pozostają w niej na dłużej, a najczęściej do emerytury. To takie przyjazne miejsce.

Halina Śledzik

Notka biograficzna o autorce:

Halina - Weronika śledzik, ur. w Winowie (obecnie Dobrzyki), absolwentka Szkoły Podstawowej w Dobrzykach z 1961 r. Ukończyła Liceum Pedagogiczne oraz Uniwersytet Gdański (geografia).

W zawodzie nauczycielskim przepracowała 43 lata, w tym 41 lat w Szkole Podstawowej w Dobrzykach, ostatni rok - już w Zespole Szkół.
Fotografie zamieszczone w artykule pochodzą z kolekcji autorki.

 

 

Czytaj dalej...

Badania architektoniczne kościoła parafialnego w Dobrzykach

Od Redakcji: Poniższy artykuł Profesor Ewy Łużynieckiej pod tytułem
„Architectural examinations of the parish church in Dobrzyki" ukazał się w nr 1 (29)
czasopisma Architectus w 2011 r. Periodyk Architectus to pismo Wydziału Architektury
Politechniki Wrocławskiej (ISSN 1429-7507, e-ISSN 2084-5227 ul. Bolesława Prusa 53/55;
50-317 Wrocław). Towarzystwo Miłośników Ziemi Zalewskiej uzyskało zgodę Autorki i
Wydawnictwa na przedruk tego artykułu przetłumaczonego na język polski. Uznaliśmy, że
naszych czytelników na pewno zainteresują ciekawe wiadomości na temat architektury
kościoła w Dobrzykach pozyskane przez Autorkę w trakcie architektonicznych badań
naukowych w 2010 r.
Dobrzyki to wieś położona w województwie warmińsko - mazurskim, na terenie
Pojezierza Iławskiego. Niedaleko wsi znajdują się dwa jeziora: Ewingi i Jeziorak i nieco dalej
na południe - Jezioro Płaskie. Kościół p. w. Św. Apostołów Piotra i Pawła położony jest
niedaleko rozwidlenia dróg, prowadzących z Zalewa do Susza. Teren, na którym stoi kościół
jest lokalną wysoczyzną i opada ze wschodu na zachód. Jest otoczony murem zbudowanym z
kamieni polnych. W południowej części muru współcześnie funkcjonują dwa wejścia - jedno
prowadzące od wschodu, drugie od zachodu. Teren na północ od kościoła był
prawdopodobnie początkowo cmentarzem. Obecnie jest tam zieleń parkowa. Ważnym
elementem zagospodarowania terenu jest także budynek parafialny z salami spotkań.

Czytaj dalej...

Immanuel Kant na Ziemi Zalewskiej

W dwusetną rocznicę śmierci
Miasta i domy, podobnie jak instytucje i firmy, znajdują się nie tylko w realnej przestrzeni, ale także duchowej. Tworzą ją związani z nimi ludzie, a także historia samych tych miejsc czy organizacji. Starając się taką historię duchową odtworzyć, można natknąć się na wiele interesujących powiązań i odniesień. Tak jest również w przypadku Zalewa. Asumptem do takich właśnie poszukiwań jest przedwojenna nazwa dróżki Philosophenweg (Ścieżka Filozofów) w północnej części miasta. Spacerując tą ścieżką, można było w ciszy i spokoju oderwać się chociaż na chwilę od codzienności i zastanowić się nad największymi tajemnicami tego świata. Tak jak najpotężniejsze umysły, można było głowić się wtedy nad dylematami zgromadzonymi przez wieki, czy rozwiązywać najtrudniejsze problemy i zagadki. Geneza nazwy i usytuowanie ścieżki mogą dostarczyć, tak jak słynnej „Philosophenweg” w Heildelbergu, bodźców do medytacji. A wszystko to za sprawą trzydziestoletniego młodzieńca, odwiedzającego nasze miasto, który uznany został potem, za jednego z największych filozofów wszechczasów - Immanuela Kanta.

Immanuel Kant urodził się w 1724r., w Królewcu. Jego przodkowie byli pochodzenia szkockiego, a dziadkowie przybyli do Królewca z Gdańska. Najprawdopodobniej około 1746 r. Kant skończył studia. Wkrótce też zmarł jego ojciec i aż do 1754 roku - zmuszony trudną sytuacją materialną - pracował przez 9 lat jako nauczyciel domowy. Najpierw, do 1750r., pracował w hugenockiej kolonii Judtschen (Wesselowka) koło Wystruci. Następnie Kant zatrudniony został przez majora Bernarda Fryderyka von Hülsena, właściciela majątku w Jarnołtowie położonego 6km od Zalewa, gdzie nauczał trzech jego synów. Podaje się różne daty jego pobytu w Jarnołtowie: 1750-1754, 1751-1753 i 1752-1755. Niemniej jest faktem bezspornym, że dla Kanta, o którym mówi się często, iż nie wytknął nosa z Królewca, była to najdalsza podróż (96km) jego życia.
Kilkuletni pobyt w domu Hülsena Kant wykorzystał również dla rozwoju własnej kariery naukowej. Przebywając w oddali od większych ośrodków miejskich, a przede wszystkim z dala od uniwersyteckiego Królewca, przygotowywał w chwilach wolnych swoją dysertację doktorską „O ogniu” (De ignis). W trakcie pisania tej pracy korzystał również z zalewskich księgozbiorów. Fakt kontaktów Kanta, w okresie jego pobytu w Jarnołtowie, ze środowiskiem intelektualnym Zalewa, potwierdza Janusz Jasiński w pracy: „Między Prusami a Polską. Rozprawy i szkice z dziejów Warmii i Mazur w XVIII-XX wieku” (Jasiński J., Między Prusami a Polską. Rozprawy i szkice z dziejów Warmii i Mazur w XVIII-XX wieku, Olsztyn 2003)

kant1 kant2 

                                                   Zalewo, o koło 1750r. Rys. B. Ch. Hermanna

W Zalewie liczącym wówczas około tysiąca mieszkańców, które dzięki zaangażowaniu znakomitego architekta Hindersina oraz wsparciu królewskiemu, podniosło się już prawie z ran zadanych przez klęski żywiołowe, miała wówczas siedzibę Szkoła Prowincjonalna, jedna z trzech w Prusach Wschodnich, kształcąca młodzież do studiów uniwersyteckich. Ale też, właśnie w okresie pobytu Kanta w okolicach Zalewa, miasto utraciło rangę stolicy Pogórza i zlikwidowane zostało tutejsze Konsystorium Pomezańskie. Niemniej panująca wówczas tu atmosfera intelektualna, a także znajdujące się na miejscu księgozbiory szkolne i kościelne skłoniły Kanta do odbycia wypraw do tego najbliższego od Jarnołtowa ośrodka miejskiego. W Zalewie miał on okazję zetknąć się z ciekawymi osobami legitymującymi się uniwersyteckimi dyplomami, przede wszystkim królewieckiej Albertyny. Z uczelnia tą, Kant związany był przez całe swoje życie. Znalezienie więc wspólnego języka i tematów do dysput było ułatwione, tym bardziej, że jego chlebodawca bywał częstym gościem miejscowych oficjałów. Był to jeszcze okres w życiu przyszłego filozofa, ale i zarazem wielkiego dziwaka, nienawidzącego podróżowania, kiedy zmuszony naukowymi potrzebami nie odmawiał udania się na krótką przejażdżkę, do najbliższego miasta. W Jarnołtowie, Zalewie i okolicach zamieszkiwała nieliczna już ludność etnicznie polska. W Zalewie opiekę nad nią, sprawował w tym czasie, diakon Jan Ludwik Madeika. Przyszły filozof miał więc wówczas sposobność zetknięcia się z zagadnieniami narodowościowymi. Z pewnością echa tych kontaktów można znaleźć w późniejszych jego pracach, na przykład w rozprawie „Zum ewigen Frieden" ", w której filozof, kosmopolita, przedstawił swoje poglądy na stosunki między narodami.
W 1755 roku, Kant zdał egzamin magisterski (odpowiednik dzisiejszego doktoratu), a wkrótce potem obronił pracę habilitacyjną. Do końca życia Kant przeszedł wszystkie szczeble uniwersyteckiej kariery, aż po stanowisko rektora Uniwersytetu Królewieckiego. W opinii słuchaczy był znakomitym wykładowcą i wychowawcą. Nigdy się nie ożenił. Opublikowana w 1781r. „Krytyka czystego rozumu” dokonała w filozofii przełomu porównywalnego z kopernikowskim. Swoją teorię moralności zaprezentował w „Krytyce praktycznego rozumu” (1788r.). W jej zakończeniu znalazł się sławny cytat o dwóch rzeczach budzących cześć i podziw – to „niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie” . Wielki myśliciel zmarł w Królewcu, 12 lutego 1804r. Wychowanek Kanta, Jerzy Fryderyk z Jarnołtowa, kształcił się dalej w Królewcu. Posiadał stopień majora i tytuł „dyrektorem krajobrazu” . Po odziedziczeniu posiadłości rodzinnej, zawiesił dobrowolnie w swoich dobrach pańszczyznę i poddaństwo. Zapewne na tę decyzję wywarły też wpływ idee zaszczepione przez jego domowego nauczyciela, Immanuela Kanta [Meller L., Historia Jarnołtowa, cz. I, ( http://strony.wp.pl/wp/maldyty/ ), (17.05.2002).] . Znany był on też z tego, że w 1770r., wybudował w północnej części wsi dwór, który stał się potem bardzo popularnym wzorem dla małych siedzib szlacheckich w Prusach Wschodnich.
Odnotowując związki wielkiego filozofa z Ziemią Zalewską, należy również wspomnieć o pewnych relacjach osobistych. Najbardziej znany uczeń zalewskiej Szkoły Książęcej, Krzysztof Celestyn Mrongowiusz, który ukończył seminarium polskie na Albertynie, był nie tylko studentem Kanta, ale też prowadził z nim potem korespondencję. Swoje uniwersyteckie notatki z wykładów mistrza wydał drukiem, dzięki czemu zachowały się one dla potomności. Natomiast chlubą rodowej biblioteki ostatnich właścicieli Urowa był album z własnoręcznym wpisem filozofa pochodzącym z 1772r. Brzmiał on: Quod petis in te est, ne te quae sinteris extra (To czego pragniesz, leży w tobie, abyś nie szukał tego na zewnątrz) . Była to sentencja Perseusza [D. Freiherr v. d. H. von Neumann-Auer, Auer, w: Saalfeld. Schicksal einer deutschen Stadt in Ostpreussen, Leer 1989, s. 254.].

W 1994 roku staraniem olsztyńskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego na budynku szkoły w Jarnołtowie umieszczono tablicę przypominającą o pobycie wielkiego filozofa w tej wsi.
Obchodząc zatem w tym roku dwusetną rocznicę śmierci Kanta, należy również pamiętać o zalewskim epizodzie tego wielkiego człowieka, którego umieszcza się również wśród prekursorów idei zjednoczonej Europy.

Autor: Kazimierz Skodzki 11.07.2004

Warto odwiedzić też stronę  Jarnołtowo

Czytaj dalej...