plenfrderuesuk

Jerzwałd - Dobrzyki

Wilkierz Zalewa z 1560 r

Saalfeld

Życie w miastach w czasach historycznych regulowały często wewnętrzne przepisy nazywane wilkierzami. Nie był to jednak jakiś ujednolicony schemat prawny narzucony miastom z zewnątrz przez panującego księcia lub króla. Wręcz przeciwnie, to rady miejskie poszczególnych miast same je dla siebie układały, aby odpowiadały lokalnym potrzebom mieszkańców. Kś. Kujot tak charakteryzuje ten dokument prawny: Rzeczownik Wilkühr (uchwała ludu) oznacza w niemieckim prawie zbiór takich ustaw, które ludność pewnej okolicy bez współdziałania rządu sama dla siebie wydała. Po sporządzeniu wilkierza był on ratyfikowany przez panującego, który czasami coś sam dopisywał. Do naszych czasów zachował się tekst wilkierza Zalewa z 1560 r . Ciekawostką jest fakt, że oryginał wilkierza zalewskiego znajdował się w archiwum miejskim Zalewa i był tam przechowywany w teczce razem z innymi archiwaliami  obecnie uchodzi za zaginiony.  Z opisu z 1872 r. wiemy jednak, że była to pojedyncza, wielka karta pergaminowa o wymiarach 63 cm x 63 cm. Tekst został wykonany pismem pochyłem w urzędowym języku niemieckim typowym dla XV i XVI wieku, co często widzimy na innych dokumentach księcia Albrechta, a jedyną interpunkcję stanowiły małe kreski między kolejnymi słowami. W prawym dolnym rogu  wilkierza znajdował się podpis  księcia Albrechta z łacińską  adnotacją: Qui supra, manu propia subscripsit -  Albrecht, który własnoręcznie podpisał ten dokument. Pieczęć przywieszona  do wilkierza zaginęła. Wilkierz Zalewa z 1560 r. stanowi cenne źródło wiadomości o życiu w mieście sprzed prawie 500 lat, dlatego warto poznać go w całości.  Brzmi on w wolnym tłumaczeniu następująco:


My, Albrecht Stary, z Bożej łaski margraf Brandenburgii, Prus, Szczecina, Pomorza, Kaszub, książę Wendów**, burgraf Norynbergii i książę Rugii zawiadamiamy i czynimy znanym nam, naszym spadkobiercom, naszym dziedzicom i przyszłym władcom oraz wszystkim tym, którzy wiedzieć o tym powinni, że my, wspólnie z naszym kochanym i wiernym burmistrzem, rajcami miejskimi i całym gminem naszego miasta Zalewa, jak oni zgromadzeni,  po wspólnej naradzie i wzajemnej zgodzi, wilkierz uchwalili i pokornie nas o jego zatwierdzenie prosili, my pragniemy im tenże  wilkierz łaskawie ratyfikować, bo miastu naszemu w tej niezbędnej potrzebie prośby odmówić nie możemy i tak wilkierz ten brzmi słowo w słowo następująco:


1. Każdy, kto posiada prawo warzenia piwa, czynić to może tylko raz na trzy tygodnie, jeżeli zrobi to częściej, poniesie karę 14 szylingów.

2. Ten, u którego rajcy miejscy znajdą podczas obchodu uszkodzone rowy ściekowe, uszkodzone ściany lub uszkodzony  dach,  co wyrządza szkody sąsiadowi,  zapłaci kary 14 szylingów.

3. Nikomu nie wolno chodzić po mieście po ostatnim dzwonieniu na noc, chyba że ktoś ma ku temu uzasadnione powody, pod karą 14 szylingów.

4. Kto nie dba o swoje płoty, przez co powstanie szkoda u sąsiada i z jej powodu wpłynie skarga do ratusza i będzie uznana, ten poniesie karę  14 szylingów.

5. Nikt nie może złączyć dwóch ogrodów w jeden,  pod karą 14 szylingów.

6. Nikt nie może kryć dachów świeżą trzciną,  pod karą 14 szylingów.

7. Nikt nie może wynajmować, wymieniać bądź odstępować innemu swoją czeladź  albo parobków, chyba że ich służba dobiegła końca, pod karą 14 szylingów.

8. Ten przepis jest mało zrozumiały.

9. Kto kupi dom, pole lub ogród, na którym ciążą procenty dla ratusza, musi je przejąć, pod karą 14 szylingów.

10. Nikt nie może posiadać parceli poza miastem, chyba że ma parcelę w obrębie murów miejskich, która jest jego własna lub dzierżawiona.

11. Jeżeli obywatel miasta sprowadzi obce piwo i zechce je sprzedawać, to zapłaci 14 szylingów od każdej beczki . Kto nie jest obywatelem miasta lub jest przybyszem i tylko tu mieszka, a chciałby obcym piwem handlować na jarmarku albo poz nim, to aby to uczynić nieszkodliwym naszemu łaskawemu władcy, zapłaci taki dla miasta pół marki od każdej beczki piwa i pół marki od każdej kadzi zacieru.

12. Nie wolno nikomu, kto nie posiada praw miejskich, piwa warzyć i nim szynkować, pod karą czternastu szylingów.

13. Nikt nie może kupować zboża albo innych towarów, aby je magazynować, chyba że posiada prawa miejskie, pod karą 14   szylingów. Kto zleca gromadzenie i ukrywanie takich towarów, ten  też podlega  karze 14 szylingów.

14. Nikt nie może przejąć parceli w mieście, z wyjątkiem posiadaczy prawa miejskiego, pod  karą 14 szylingów.

15. Nikt w mieście nie może kroić płótna, chyba że posiada parcelę w  mieście albo robi to własną ręką, kto złamie ten przepis, zapłaci 3 marki  kary;  jedną dla   panującego, jedną dla miasta, jedną dla  kościoła.

16. Kto kupi parcelę w mieście, musi za nią zapłacić, a gdy kupi jakąś parcelę ponownie,  winien jest trzy  marki; jedną dla  panującego, jedną dla miasta, jedną dla  kościoła.

17. Nikt nie powinien słodować albo warzyć piwa w mieście lub na przedmieściu, chyba że mieszka w mieście na własnym albo jako czynszownik, pod kara 3 marek;  jedną dla  panującego, jedną dla miasta, jedną dla  kościoła.

18. Nikt nie może nakładać na swoją parcelę procentów większych od naznaczonych pod kara 3 marek; jedną dla państwa, jedną dla miasta, jedną  dla kościoła. Nikt  nie może odstępować bądź sprzedawać ziemi w Kubitach, która do jego domu należy, pod taką samą karą.

19. Nikomu nie wolno organizować słodowania na wsi, lecz ma to zlecać   duchownym bądź lennikom i tylko na potrzeby własnego stołu, pod kara 3 marek: jedną dla  panującego, jedną dla miasta, jedną dla  kościoła.

20. Kto kupi parcelę, ten musi ją posiadać na  zawsze tylko dla siebie, pod karą 36 szylingów.

21. Kto zatai pożar w swoim domu i nic o tym nie powie,  podlega karze 36 szylingów, dotyczy to nawet ognia ugaszonego jednym wiadrem wody. Podczas pożaru nikomu nie wolno stać bezczynnie pod taką samą karą. Dalej: mężczyźni, młodzieńcy, parobcy, kobiety  i dziewki, gdy widzą pożar, muszą pospieszyć do jego gaszenia i będą do tego zwoływani przez zwierzchność.

22. Kto kupi ogród na przedmieściu, ten powinien go użytkować wraz z ciążącą na nim  służbą i szarwarkiem i nie może się temu sprzeciwiać, pod karą 36 szylingów.

23. Kto przywiezie mąkę na sprzedaż, musi ją odmierzać swoim gospodarskim  korcem i żadnym innym,  pod karą 1 guldena.

24. Nikomu nie wolno kopać gliny pod murami miasta, albo tam, gdzie jest to zakazane,  pod groźbą kary połowy guldena.

25. Nikomu nie wolno kopać gliny na polu własnym bądź obcym bez wiedzy ratusza, pod karą  36 szylingów.

26. Żaden sprzedawca spoza  obywateli miasta nie może kupować na rynku żywności,  gdy wywieszona jest flaga, pod karą utraty towaru.

27. Kto handluje używając niedokładnej miary, podlega karze połowy guldena.

28. Nikt nie może kupować krów poza miastem zanim nie będą one  przyprowadzone na  rynek, pod karą połowy guldena, również nie wolno kupować ryb od kogoś, kto nie  przyniósł ich na rynek, pod karą połowy guldena.

29. Nikomu nie wolno robić prania przy studni, pod karą  jednego szylinga.

30. Gdy znajdzie się gnój albo drewno leżące na drodze i zmuszające do  jego obejścia,  obłożone jest karą  jednego szylinga.

31. Kto ma przy domu zepsutą drabinę albo brak wiader z wodą przy drzwiach, podlega karze  jednego szylinga, zimą woda musi stać w wiadrach wewnątrz budynku, pod groźbą kary jednego szylinga.

32. Kto znajdzie obcego konia w swojej szkodzie, ma go zaprowadzić do burmistrza,wtedy  jego właściciel zapłaci radzie 1 szylinga kary  i pokryje wyrządzone szkody.

33. Jeżeli jakaś kobieta po święcie św. Filipa cialis tadalafil 20 mg i Jakuba wyrządzi szkodę przy sianokosach, zapłaci radzie 1 szylinga kary i pokryje straty, jeśli się tego zażąda.

34. Jeżeli jeden drugiemu wyrządzi szkodę podczas sianokosów, ten od konia zapłaci jednego skota i pokryje powstałe straty.

35. Kto orze pole, obojętnie gdzie to robi, nie może innym powodować szkód popasem swoich koni.

36. Kto sprzeda parcelę w mieście albo pod miastem i nie otrzyma zapłaty w wyznaczony dzień, to wtedy sprzedającemu musi pomóc sołtys i wystawi temu sprzedającemu  odpowiedni  dokument poświadczający jego  prawa.

37. Kto chce posiadać kozy lub gęsi, musi je tak pilnować, aby nie wyrządzały szkód w  mieście albo na przedmieściach.

38. Gdy świnie, dotyczy to też krów, wyrządzają jakąś szkodę w mieście, trzeba je spędzić,  a właściciel zwierzaków zapłaci kary dwa fenigi od każdej świni i jednego szylinga od każdej krowy.

39. Od krowy, która szkodę wyrządzi, trzeba dać na miejscu cztery fenigi kary i szkodę wyrównać.

40. Kramy z rybami powinny być czynne każdego roku w czasie Wielkiego  Postu w Dzień Zwiastowania Pańskiego.

41.Gdy złodziej w mieście albo na przedmieściu ukradnie coś jakiemuś człowiekowi,  biednemu lub bogatemu albo mieszczaninowi  i zostanie złapany na gorącym uczynku bądź w czasie ucieczki, co doprowadzi do ukarania tego złodzieja na rękę albo gardło, to dotyczy ta kara każdego, biednego i bogatego i w mieście i na przedmieściu, również takiego , który posiada prawa miejskie.

42.Gdy wybuchnie pożar, to jest tak ustalone, że  pierwszemu, kto przyniesie wiadro z wodą,  należy się wiardunek nagrody, a  zapłaci ten, u którego pożar powstał  i został ugaszony.

43. Każdy jeden warzący piwo ma nieczystości i słomę wywieźć z browaru  poza miasto  i nie rozsypywać bądź zostawiać tego brudu  przy browarze,  pod karą  szylingów.

44. Kto chce warzyć piwo, ten od kadzi zapłaci 10 szylingów i bez zwłoki  złoży te pieniądze razem z kluczem należącym do browaru,  pod karą 6 szylingów

45. Browarnikowi albo  piwowarowi nie pozwala się dać więcej niż 15 szylingów, to samo  pomocnikowi, też  tylko15 szylingów, do tego więcej nic, ani posiłku ani napoju.

46. Nie może żaden mieszczanin albo parobek rolny oraz wszyscy ci, którzy mieszkają  na przymurzu, udawać się w czasie żniw na Żuławy, albo gdziekolwiek  indziej, dopóki zboża nie  zostaną zebrane na  miejscu,  pod groźbą kary  utraty jednej marki.

47. Każdy taki, który posiada bydło, musi swoim krowom przycinać rogi,  pod groźbą kary  jednego szylinga od każdego rogu.

48. Gdy do miasta przybędzie bezrobotny parobek będący kawalerem, musi on niezwłocznie wynająć się do służby i rozpocząć pracę i nie może być on goszczony i żywiony przez 8 dni przez jakiegoś miejscowego  mieszczanina albo mieszkańca, kto się  temu  nie podporządkuje,  podlega karze połowy marki.

49. Nie można żadnemu Polakowi, który nie przedstawi listu niemieckiego,  dać i tolerować obywatelstwo miejskie, bo by się stało tak,  że wolnych  parcel w mieści nie dostaliby  ludzie niemieccy.

50. Gdy mieszczaninowi zbiegnie parobek, to na orzeczenie rady musi konno pognać za nim  kilku  sąsiadów i  pomóc w tej potrzebie w jego ściganiu, pierwszego dnia na koszt  własny, następnego na koszt poszkodowanego.

51. Żaden mieszczanin nie może w poniedziałek sprzedać parobkom lub podrostkom więcej  niż pół piwa, kto tego nie przestrzega, podlega karze dziesięciu szylingów.

52. W czasie jarmarku nie może żaden obywatel miasta i żaden obcy kupować na  przedmieściach albo uliczkach poza rynkiem położonym między czterema rynsztokami,  pod karą 10 szylingów.

53. Nikomu nie wolno przyjąć służby  tak, jakby sobie chciał, bez zawiadomienia  burmistrza,  pod karą 10 szylingów.

Wydano 12 grudnia 1560 r. w Królewcu

Ratyfikujemy, potwierdzamy i umacniamy tu siłę tego dokumentu dla nas, dla naszych spadkobierców, dla naszych dziedziców i dla przyszłych władców. Dokumentu zawierającego w słowa ubrany wilkierz we wszystkich punktach tak, jak zostały one zapisane. Z zwierzchności i mocy książęcej jest naszą wolą, aby wilkierz  był zawsze i zgodnie przestrzegany z następującym zastrzeżeniem, które tutaj czynimy naszym spadkobiercom, naszym dziedzicom i następnym  władcom. Dla dobra miasta oraz jego  pożytku i rozwoju wolno będzie w przyszłości wilkierz powiększyć lub zmniejszyć albo polepszyć, jednak to przysługuje tylko nam, naszym spadkobiercom, naszym dziedzicom i przyszłym władcom oraz księciu i na zawsze będzie zastrzeżone tylko dla nich.

(Tłumaczenie: Kazimierz Madela)

Komentarz

Tłumaczenie wilkierza zalewskiego nie było łatwe z uwagi na język staroniemiecki oraz dawne realia społeczno - gospodarcze, do których się odnosi. Wystąpiły też trudności w odczytaniu niektórych przepisów z uwagi na niezrozumiałość tylko pojedynczych słów. Dlatego w kilku miejscach tłumaczenie jest wynikiem domysłu. Pomimo tych problemów, udało się tekst wilkierza przełożyć w taki sposób, że we wszystkich  jego 53 punktach zdaje się on być zrozumiały.
Podczas czytania wilkierza należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że wiele jego przepisów wyraźnie odróżnia obywateli miasta Zalewa od mieszkańców nimi nie będących. Otóż w opisywanych czasach nie każdy mieszkaniec miasta był automatycznie jego obywatelem, czyli mieszczaninem.  Prawo obywatelskie było wtedy przywilejem. Przyjęcia w poczet członków gminy miejskiej należały do kompetencji rady i każdego nowego kandydata odnotowywano w księgach rady miejskiej. Dawało to prawa wyborcze oraz możność korzystania ze swobód i wielu przywilejów, co jest wyraźnie widoczne w wilkierzu. Uzyskanie obywatelstwa miejskiego wymagało spełnienia przepisanych warunków, które znamy z innych miast pruskich. Chodziło tu o przedłożenie świadectwa urodzenia z legalnego związku, złożenia przewidzianej opłaty pieniężnej oraz poręczenia ze strony godnych obywateli miasta. Dane takie zawierał często dokument w postaci listu, dziś można byłoby go nazwać listem polecającym. W Zalewie w 1560 r. obywatelem miejskim mógł zostać tylko Niemiec i żaden Polak bez referncji w postaci takiego listu. W Wilkierzu Kwidzyna z 1480 r. istnieje podobny punkt o wykluczeniu Polaków z dostępu do tego przywileju, a w  wilkierzu Dzierzgonia z 1631 r. dotyczy to o dziwo Szkotów. Wskazuje to jednak jednoznacznie, że w Zalewie i okolicy mieszkało w 1560 r. bardzo dużo Polaków, o czym mowa będzie jeszcze  później.
Przystąpmy teraz do krótkiej analizy treści wilkierza. Jego lektura wskazuje od razu, że jest on trochę chaotyczny, niemniej daje się w nim wyróżnić następujące bloki tematyczne; produkcja i sprzedaż piwa, handel na rynku miejskim, obrót parcelami, przepisy przeciwpożarowe,  przepisy porządkowe, sprawy szkód wyrządzanych przez zwierzęta domowe, kwestie granic i płotów.
Łatwo tu zauważyć, że przepisy wilkierza Zalewa regulują nie tylko sprawy typowo miejskie, lecz również wiejskie. Dotyczą one głównie szkód wyrządzanych przez zwierzęta hodowlane oraz uprawy pól i naprawiania płotów. Powodem niezgody między mieszkańcami stawały się zazwyczaj krowy, świnie i różnego rodzaju drób. Inwentarz żywy wyrządzał szkody w ogrodach, na polach i łąkach sąsiadów, najczęściej z powodu zaniedbanych i dziurawych ogrodzeń. Dlatego sprawy te znalazły odpowiednie odzwierciedlenie w postanowieniach wilkierza.
Wiele  punktów wilkierza Zalewa dotyczy warzenia i wyszynku piwa, co jest typowe dla wilkierzy miast pruskich z tamtych czasów. Może to dziwić dzisiejszego czytelnika, gdyż piwo jest obecnie napojem alkoholowym. Trzeba zatem natychmiast wyjaśnić, że chodziło tu o piwo o bardzo niskiej zawartości alkoholu, odpowiednik dzisiejszych napojów chłodzących. Piwo takie w czasach historycznych, gdy nie było dobrej wody do picia, było jedynym bezpiecznym napojem wolnym od bakterii chorobotwórczych. Dlatego jego produkcja i spożycie było wówczas bardzo rozpowszechnione. Pito je co najmniej trzy razy dziennie we wszystkich warstwach społecznych. Oczywiście produkowano też  piwo wysokoprocentowe do celów rozrywkowych. Piwowarstwo było ważne dla miasta, przynosząc mu znaczne dochody z tytułu podatków. Z tego powodu wilkierze miast pruskich dokładnie regulowały te sprawy. Warzenie piwa nie było zawodem, lecz przywilejem i jedynie posiadacze prawa miejskiego mieli prawo jego wyrobu i wyszynku. Z wilkierza zalewskiego wynika, że w mieście istniał browar miejski, którym zarządzał jakiś urzędowy browarnik.
Duża grupa przepisów wilkierza reguluje handel w mieście produktami rolnymi i rzemieślniczymi. Mógł ono odbywać się tylko na rynku miejskim w Zalewie (chodzi tu o rynek wokół ratusza). Zabronione i karane były wszelkie transakcje dokonywane poza nim oraz masowy wykup towarów. Chodziło tu o przeciwdziałanie spekulacji i utrzymanie stabilnych cen towarów, których wysokość ustalała rada miejska. Na rynku zalewskim mieli swoje ławy handlowe rzeźnicy, piekarze, szewcy i sukiennicy. Za prawo sprzedaży własnych wyrobów płacili oni podatki do kasy miejskiej, co było jednym z ważnych  źródeł dochodów miasta.
Ważną  grupę przepisów wszystkich wilkierzy stanowiły przepisy przeciwpożarowe. Rolę dzisiejszej straży pożarnej pełnili wtedy sami mieszkańcy. Trzeba tu zwrócić uwagę, że wilkierz Zalewa zobowiązuje wszystkich mieszkańców miasta do ich bezwzględnego przestrzegania i wprowadza odpowiedzialności zbiorową do walki z pożarami. Miasta  były wtedy głównie drewniane i największym ich wrogiem był ogień. Zalewo wielokrotnie niszczyły pożary. Największy z nich wybuchł rankiem 1 kwietnia 1688 r. w ogrodzie pod miastem. Z przekazów wiemy, że  w tym dniu wiał silny wiatr kierunku miasta i szybko rozniósł ogień z budynku na budynek. Podobno w ciągu tylko jednej godziny w płomieniach stanęło całe Zalewo. Spłonął wtedy ratusz z archiwum, browar, łaźnia, 84 domy prywatne, 6 stodół poza murami miasta i budynki cegielni. Mieszkańcy uratowali przed pożogą kościół, plebanię, siedzibę konsystorza pomezańskiego, dwa budynki szkolne i 28 domów prywatnych. Warto tu dodać, że w  1780 r. właściciele posesji w Zalewie zostali zobowiązani rozkazem królewskim do wyłożenia brukiem otoczenia swoich domów i stajni na szerokość od 2 m do 3 m,  aby w czasie pożaru z sikawkami było można dojechać i te w błocie  nie ugrzęzły.
Sporo punktów wilkierza dotyczy ogólnych przepisów porządkowych. Odnoszą  się one do wyrządzanych szkód sąsiedzkich i sposobów ich unikania. Ulice Zalewa były początkowo wyłożone drewnianymi balami, których fragmenty odkryła archeolog Bierezowska podczas badań w latach 1993 i 1995. Później usunięto zużyte drewno i na ulicach miasta pozostała tylko ubita ziemia, chodników nie było. Dlatego podczas deszczów ulice Zalewa były pełne błota, dziur i kałuż, do tego zaprzęgi końskie powiększały szkody nawierzchni. Dziury zasypywano nawozem i śmieciami, te ostatnie było można wyrzucać na ulicę jeszcze w 1797 r.  Władze miasta starały się zaradzić tej sytuacji i zaproponowały ustawienie pojemników na śmieci. Projekt ten jednak upadł z powodu zbyt wysokich kosztów. Stan ulic Zalewa zmienił się dopiero w 1801 r., gdy rozpoczęto wykładanie brukiem rynku i ulic. Prace postępowały jednak powoli z uwagi na brak finansów miejskich i odpowiedniej ilości kamieni polnych. Dlatego 24 grudnia 1809 r. magistrat Zalewa wydał zarządzenie, aby każdy zaprzęg konny przybywający do miasta przywoził przy takiej okazji kamienie polne zbierane po drodze i zrzucał je przy bramie miejskiej. Chodniki dla pieszych ułożono w Zalewie dopiero w latach 1894-1901.
Na naszą specjalną uwagę zasługuje punkt 18 wilkierza, który wymienia nazwę wsi Kubity.  Mówi on, że nikt nie może ziemi swojej w Kubitach odstępować, bądź sprzedawać, za co groziła niezwykle wysoka kara grzywny trzech marek. Nie wiemy jednak, dlaczego było to tak ważne.
Wykroczenia przeciw przepisom wilkierza były obłożone karami pieniężnymi w markach, szylingach, guldenach, wiadrungach i skotach. Najczęściej jest mowa o 16 albo 36 szylingach, co z pewnością było dotkliwą karą, ale nie doprowadzającą do ruiny. Najwyższe kary dotyczyły wykroczeń odnośnie obrotu parcelami i warzenia piwa. Były to już znaczne sumy w wysokości do trzech marek i z całą pewnością miały charakter odstraszający. Kwestią równie istotną, jak sporządzenie przepisów wilkierza, było zaznajomienie z nimi mieszkańców miasta. Prawdopodobnie wilkierz Zalewa był czytany raz w roku w trzecią niedzielę Wielkiego Postu, co znane jest z innych miast w Prusach. Obowiązkowo powinni być przy tym członkowie rady oraz obywatele miasta. Mieszczanie zbierali się na dźwięk dzwonu wokół ratusza pod gołym niebem i sekretarz rady czytał im wilkierz z balkonu albo przez otwarte okno. Był to zwykły sposób upowszechniania aktów prawnych w tamtych czasach.
Wilkierz Zalewa nie zawiera żadnych przepisów odnośnie  przestrzegania świąt kościelnych bądź  punktów o ochronie czci i dobrego imienia oraz wszelkich innych związanych z moralnością i dobrymi obyczajami. Zapisy tego typu, niekiedy nawet bardzo szczegółowe, zawierają wilkierze miast katolickiej Warmii. Wilkierze miast protestanckich, a Zalewo w 1560 r. było protestanckie, nie ingerowały w sferę religijną i moralną mieszkańców. Także wilkierz protestanckiego Dzierzgonia z 1631 r. zapisów takich nie posiada.
W chwili wprowadzenia wilkierza w 1560 r. rozmawiano w Zalewie po niemiecku i po polsku. Już wtedy istniał w mieście kościół, w którym odprawiano nabożeństwa w języku polskim. Wybudowano go w 1559 r. dla licznie mieszkających tu Polaków wyznania protestanckiego i nazywano kościołem polskim. Był to duży budynek w postaci przybudówki na północnej stronie kościoła św. Jana Ewangelisty, który służył protestantom niemieckim. Nabożeństwa w języku polskim odprawiano też w kościele w Dobrzykach od 1587 r do 1890 r.  Warto tu  powiedzieć, że Jerzwałd i Siemiany nazywane były w sprawozdaniach niemieckich wizytatorów szkolnych wsiami polskimi. Wiekszość dzieci z tych wsi w ogóle lub bardzo słabo znała język niemiecki, nad czym w 1822 r.ubolewali owi wizytatorzy. Natomiast w sprawozdaniu rektora szkoły prowincjonalnej Wolff w Zalewie z 1798 r. znajduje się jego prośba do władz o zatrudnienie czwartego nauczyciela z biegłą znajomością języka polskiego, o co prosili rodzice wielu uczniów. Dowodzi to niezbicie, że Polacy w Zalewie i okolicznych wioskach  stanowili przez setki lat znaczną część mieszkańców regionu.

Opracował: Kazimierz Madela


*Tekst wilkierza  znajduje się w książce: E. Deegen -Geschichte der Stadt Saalfeld Ostp. Festschrift zur Feier des 600 jährigen Bestehens der Stadt im Jahre 1905


** słowianie zachodni

Czytaj dalej...

Krótki zarys dziejów Zalewa

KRÓTKI ZARYS DZIEJÓW ZALEWA

●Zalewo powstało na przełomie XIII i XIV wieku przy szlaku handlowym a zarazem w miejscu doskonałym do obrony – między jeziorami Ewingi i Trupen. Założone zostało przez osadników zwerbowanych przez Krzyżaków. Najstarsze nazwy miasta: m. in. Salvelt, Safeldt, Saalfeld wskazują na miejsce pochodzenia osadników – miasto Saalfeld nad rzeką Saale w Turyngii (koloniści często nadawali założonym przez siebie miastom nazwy pochodzące z ich ojczyzny). W 1305 r. Zalewo otrzymało nadanie praw miejskich od komtura dzierzgońskiego. Do naszych czasów zachowały się tylko rozszerzenia przywilejów lokacyjnych z 1320 i 1334 r. W latach 1331-1334 mieszczanie zalewscy za zgodą komtura dzierzgońskiego wykopali kanał łączący Zalewo poprzez jezioro Ewingi, Jeziorak i Drwęcę z Pomorzem.

W I połowie XIV w. wzniesiono obecny kościół parafialny pw. św. Jana Ewangelisty. Święty ten został patronem miasta. W centrum kwadratowego rynku usytuowany był ratusz. Na początku XV w. miasto o powierzchni ok. 8 ha otoczono murami obronnymi. W 1480 r. wzniesiono klasztor Franciszkanów - istniał do 1527 r. W 1587 r. założono w Zalewie szkolę partykularną, z nadanym w 1599 r. tytułem szkoły książęcej, jej ukończenie dawało prawo kontynuowania nauki na uniwersytetach.

●Wielokrotnie przeciągające w XIV i XV wieku wojska litewskie i polskie pustoszyły państwo krzyżackie. Następstwem długotrwałych wojen było zniszczenie i wyludnienie kraju, wtedy zaczęli przybywać nowi osadnicy, a wśród nich szlachta z Mazowsza i Niemiec. W wyniku wojny trzynastoletniej w 1466 r. ziemie zakonu krzyżackiego podzielono na część zachodnią z Gdańskiem, były to włączone do Polski Prusy Królewskie  i część wschodnią, nadal we władaniu państwa zakonnego, zwaną po sekularyzacji Prusami Książęcymi, które do 1657 r. były lennem Polski. Zalewo leżało w krzyżackiej części. W 1525 r. książę pruski Albrecht Hohenzollern w ramach sekularyzacji Prus Książęcych przekształcił krzyżackie komturstwa w starostwa (powiaty). Księstwo podzielono na trzy duże okręgi: Sambię, Natangię i Oberland (Górne Prusy). Zalewo do 1752 r. było stolicą okręgu oberlandzkiego obejmującego 12 powiatów. Protestantyzm stał się religią panującą, a Zalewo w latach 1587 – 1751 było siedzibą konsystorza dla Pomezanii (w protestantyzmie - odpowiednik kurii biskupiej), a więc odgrywało dużą rolę w ewangelickiej administracji kościelnej. Ze względu na sporą ilość Polaków mieszkających w tym czasie w Zalewie zdecydowano o dobudowaniu do  kościoła  dwupiętrowej przybudówki:  kościoła polskiego, w którym pastorzy odprawiali msze po polsku. Kościół ten istniał w latach 1559 – 1799.
●Przez kolejne dziesięciolecia  mieszkańcom Prus dały się we znaki maszerujące wojska: najpierw polskie, potem szwedzkie. W 1628 r. Szwedzi nękani przez wojska polskie musieli się wycofać. Zajęli m. in. Zalewo, Ostródę, Iławę, a na mieszkańców spadł olbrzymi ciężar utrzymania wojsk.
●Drewniane miasteczka w tamtych czasach często nawiedzały pożary. Po domach pozostawały wtedy zgliszcza, szansę na uratowanie miały tylko murowane budowle. W dniu 1 kwietnia 1688 r. w ciągu jednej godziny w ogniu stanęło Zalewo. Spłonął ratusz z archiwum, browar, łaźnia, 84 domy, 6 stodół i cegielnia. Mieszkańcy Zalewa uratowali przed pożogą kościół, plebanię, siedzibę konsystorza pomezańskiego, dwa budynki szkolne i 28 domów.

●Panujący w Prusach Książęcych książę Fryderyk I koronował się w 1701 r. w Królewcu i odtąd mówimy o Królestwie Pruskim. W latach 1708 – 1711 d. Prusy Książęce  opanowała epidemia  dżumy, która pochłonęła ok. 235 800 ofiar, ponad 1/3 mieszkańców. W Zalewie 702 osoby zmarły, pozostało przy życiu zaledwie 7 mieszkańców. 
●W następnych latach stopniowo do wyludnionych miast i wymarłych wsi zaczęli przybywać nowi osadnicy. Królowi Fryderykowi Wilhelmowi I pilnie zależało na zaludnieniu opustoszałych ziem, ponieważ chciał zbudować militarną potęgę swojego państwa. Powiększała się liczba ludności w miastach, np. Zalewo w 1726 r. liczyło 199 mieszkańców, a w 1756 r.-  już 969. Z czasem ziemie pruskie stały się krainą zamieszkałą przez różne grupy religijne i narodowościowe. Polacy, Niemcy, Holendrzy, Francuzi, Szkoci, Litwini i Żydzi żyli, handlowali i solidarnie walczyli z przeciwnościami losu: uciążliwymi podatkami, wojnami i chorobami.
●W 1772 r. trzy mocarstwa: rosyjskie, pruskie i austriackie podpisały traktat rozbiorowy Polski, który Prusom przyznawał Warmię, Prusy Królewskie, ale bez Torunia i Gdańska oraz część ziem nadnoteckich. Państwo pruskie powiększyło się o 36 tys. km² i 580 tys. ludności. Odtąd cała wschodnia prowincja Królestwa Pruskiego nosiła nazwę Prus Wschodnich.

●Na przełomie 1806/7 r. Prusy Wschodnie zostały zaatakowane – tym razem przez cesarza Francuzów Napoleona. W sukurs wojskom napoleońskim pospieszyła dywizja gen. J. H. Dąbrowskiego. W czerwcu 1807 r. przeszła przez Ziemię Zalewską, kierując się na Morąg. Działania wojenne sprawiły, że znów dla mieszkańców miast i wsi nastały ciężkie czasy, głód i choroby. Sytuacja powtórzyła się po pięciu latach, gdy żołnierze francuscy i polscy powrócili na ziemie pruskie szykując się do wyprawy na Moskwę. Mieszkańcy Prus Wschodnich musieli dostarczać żywność dla ludzi i koni, znosić uciążliwe rekwizycje ponieważ król pruski był teraz sojusznikiem Napoleona. W grudniu i styczniu 1813 r. byli z kolei świadkami żałosnego odwrotu niedobitków przegranej armii napoleońskiej.

●Po wojnach napoleońskich na ziemi pruskiej nastąpiło ożywienie gospodarki i handlu, wprowadzono reformy gospodarcze i sądownicze. Wybudowano w 1860 r. Kanał Elbląski  łączący Jeziorak i jez. Drwęckie z Elblągiem. Miasta się rozwijały, a wśród nich też Zalewo: w 1852 r. liczyło   2148 mieszkańców, a w 1910 r. – 2603. Powstało wiele nowych zakładów: cukrownie, browary, tartaki, garbarnie, cegielnie. Przeprowadzono nowe szlaki kolejowe i drogowe. Między innymi zbudowano w 1893 r. linię kolejową łączącą Elbląg z Zalewem, Ostródą i Olsztynkiem oraz wytyczono i zbudowano nowe drogi: z Zalewa przez Małdyty do Morąga ( 1854-1859 r.), do Myślic (1862-1865 r.), do Dobrzyk   (1896 – 1897 r.) i dalej do Jerzwałdu (1898 r.), do Przezmarku i Dzierzgonia (1901 - 1903 r.), do Boreczna (1904 r.).

●Okres względnego spokoju bez wojen trwał ponad 100 lat, I wojna światowa dla Prus rozpoczęła się w sierpniu 1914 r., trwała do końca lutego 1915 r. Ciężkie boje z Rosjanami  toczyły się w pow. ełckim, Giżycku. Rosjanie zajęli Bartoszyce, później Olsztyn. Decydująca wielka bitwa, wygrana przez Niemców, rozegrała się między Działdowem a Olsztynkiem. 
●Latem 1939 r., w ramach przygotowań Niemiec do wojny, zmobilizowano pod broń m.in. 320 tys. mężczyzn – mieszkańców Prus Wschodnich. Gdy na Prusach, podobnie jak w pozostałej Rzeszy, zaczęło brakować rąk do pracy – część fabryk przerwała produkcję, część produkowała tylko na potrzeby wojenne. Zatrudniono robotników przymusowych z Polski, Francji, po 1941 r. ze Związku Radzieckiego – w końcu 1944 r. było ich ponad 235 tys.

●Dnia 13 i 14 stycznia 1945 r. 3 i 4 Front Białoruski rozpoczął kontrofensywną operację  wschodniopruską. 19 stycznia oddziały rosyjskie wkroczyły do Prus Wschodnich. Miejscowa ludność opuszczała w pośpiechu swoje domostwa. Dnia 22 stycznia zajęty został Olsztyn, w tydzień później podpalony. W dniu 22 stycznia radzieckie jednostki pancerne (5 czołgów) wkroczyły do Zalewa z kierunku Półwsi i Małdyt po zamarzniętych polach. Atak odbywał się wieczorem, miasteczko opanowane zostało po krótkim boju. Czołgi szybko przejechały przez miasto i zajęły dworzec kolejowy oraz zablokowały drogi wylotowe z miasta.

Na przełomie stycznia i lutego Rosjanie systematycznie podkładali ogień, przede wszystkim w gęstej zabudowie starówki zalewskiej. W czasie działań wojennych Zalewo zostało ogromnie zniszczone: straty sięgały 75% stanu przedwojennego.

●Prusy Wschodnie na konferencji  poczdamskiej w lecie 1945 r. zostały podzielone na część wschodnią z Królewcem, włączoną do ZSRR i pozostałą część, południowo - zachodnią  włączoną do Polski. Nim polska administracja przejęła władzę na Warmii i Mazurach, zajętym terenem rządziły wojskowe komendantury sowieckie – oficjalnie do maja 1945 r., praktycznie do lata. Rosjanie deportowali kilkadziesiąt tysięcy  rdzennych mieszkańców Prus do obozów w Związku Radzieckim, wywozili mienie, urządzenia fabryczne, rozbierali linie kolejowe, zabierali inwentarz i płody rolne.

●Datę 30.03.1945 r. można uważać za początek oficjalnych działań władz polskich na tym terenie: do Olsztyna został oddelegowany pełnomocnik polskiego rządu. Rozpoczęły pracę starostwa powiatowe, w tym morąskie, tworzyła się administracja kościelna. Zaczęli przybywać pierwsi osadnicy, ale też przyjeżdżali z różnych stron szabrownicy. Napływali przybysze z kresów, z Polski Centralnej i innych jej regionów, repatrianci z Wilna, Grodna i Lwowa, wracała ludność rodzima z wojennej tułaczki. Równolegle organizowano wyjazdy Niemców: od lata 1946 r. do 1950 r. z terenu byłych Prus Wschodnich wyjechało do Niemiec 72 tys. osób.

●Zalewo ze względu na wyludnienie (zaledwie 500 stałych mieszkańców) i zniszczenia - straciło pod koniec 1945 r. status miasta i spadło do rzędu wsi gminnej. Pierwsi powojenni mieszkańcy Zalewa musieli przede wszystkim odgruzować ulice, uporządkować teren, brak było środków finansowych na remonty nadpalonych kamienic – w większości zostały rozebrane. Pierwszym wójtem Zalewa był M. Goyżewski. Wg jego słów - zastał tylko 2 konie, kilka krów i same gruzy. Powoli wracało życie do Zalewa wraz  małymi uczniami, którzy od września 1946 r. rozpoczęli naukę w remontowanej starej szkole pod kierownictwem A. Skrodzkiego. Było  124 uczniów, nauczycieli – 4. W 1946 r. powstało w Zalewie Państwowe Przedsiębiorstwo Traktorów i Maszyn Rolniczych, w 1948 r. rozpoczęła działalność zalewska garbarnia na podwalinach zakładu przedwojennego, powstała gminna spółdzielnia zaopatrująca mieszkańców w potrzebne artykuły, w 1951 r. utworzono Państwowy Ośrodek Maszynowy. Zorganizowano pracę urzędu pocztowego, ośrodka zdrowia, banku, biblioteki. W 1969 r. położono asfalt na głównej ulicy Zalewa, w 1975r. zbudowano przedszkole, w 1979 założono linię wodociągową, w 1984 r. powstaje Gminny Ośrodek Kultury.
●Z upływem lat mieszkańców przybywało, zwabionych perspektywą pracy, zamieszkania w stale rozwijającej się miejscowości dobrze wyposażonej w niezbędną infrastrukturę. Dnia 1 stycznia 1987 r. Zalewo odzyskało prawa miejskie. Wg ówczesnych doniesień prasowych  -  „...Zalewo posiada 5 budynków PGR, 1 spółdzielczy i  dom nauczycielski. Rozwija się budownictwo jednorodzinne. W planie jest budowa stadionu miejskiego. Zalewo ma swoje centrum handlowe: jest hotel, restauracja i kilka sklepów. Prężnie rozwija się garbarnia – filia elbląskiej „Renomy”: pracuje w niej ponad 400 osób, jest zakładem z nowoczesnym parkiem maszynowym. Filia Spółdzielni ,,Metalowiec” to z kolei zakład niewielki, produkujący przede wszystkim wagi dziesiętne (...) Pięknie wyremontowany GOK posiada ładną scenę, dużą salę widowiskową. Będzie sala wystawowa, działają zespoły taneczne, muzyczny i folklorystyczny...”

●Mijają lata, w 2000r. rozpoczyna się kolejne tysiąclecie....mieszkańcy Zalewa żyją w odmiennej, nowej, znów niełatwej rzeczywistości. Lecz, podobnie jak ich poprzednicy sprzed 700 czy 100 lat, niezłomnie borykają się z przeciwnościami losu. Każdy tworzy teraz swój wkład do historii miasta, co z tego przetrwa dla potomnych,  przyszłość pokaże.

Opracowała Krystyna Kacprzak z Towarzystwa Miłośników Ziemi Zalewskiej na podstawie:

1.     S. Achremczyk – Historia Warmii i Mazur, Olsztyn 1992
2.     pr. Zbiorowa – Morąg z dziejów miasta i powiatu, Olsztyn 1973

3.     K. L. Skrodzki i in. -  Dzieje Ziemi Zalewskiej 1305 – 2005, Zalewo 2005
4.     R. Czarniewski – Jest Zalewo ( Gazeta Olsztyńska 1987 )
5.     Zapiski Zalewskie – biuletyn Towarzystwa Miłośników Ziemi Zalewskiej

(zamieszczono dzięki uprzejmości TMZZ)

Czytaj dalej...

W zalewskiej szkole straszy

Historię tę opowiedział mi kilka miesięcy przed śmiercią ojciec, Aleksander Skrodzki, nauczyciel, kierownik i dyrektor Szkoły Podstawowej w Zalewie w latach 1946-1971. Dotyczy ona zdarzeń, które miały miejsce w pierwszych powojennych latach, po II wojnie światowej, w budynku zalewskiej szkoły. W obszernym gmachu szkolnym, ocalałym z pożarów wzniecanych przez Rosjan w miasteczku, po wyprowadzeniu się załogi rosyjskiej wiosną 1945r., znaleźli zakwaterowanie nauczyciele. Jedna z młodych nauczycielek zamieszkała w pomieszczeniu na parterze, naprzeciwko toalet. Okno jej pokoju wychodziło na porośnięte roślinnością wzgórze kościelne. Nie czuła się tu jednak bezpiecznie. Budziła się po nocach i wówczas ukazywało się jej niesamowite widmo. Opowiadała potem o pojawiającej się tajemniczej postaci, ale nikt nie dawał wiary jej opowieściom.
budynek szkoły zalewskiej Szkoła w Zalewie. Jedna z nielicznych zachowanych budowli autorstwa Kurta Fricka (1884-1963), jednego z najwybitniejszych wschodniopruskich architektów okresu międzywojennego. Był on także autorem wielu innych budowli szkolnych, między innymi: w Braniewie, Lidzbarku Warmińskim, Morągu i Tylży. Szkołę wybudowano w rekordowym czasie 18 miesięcy i w listopadzie 1928r. nastąpiło jej uroczyste otwarcie. Była to wówczas jedna z najnowocześniejszych szkół w prowincji. Budynek szkoły zalewskiej należy do interesujących architektonicznie obiektów budownictwa okresu międzywojennego w Prusach Wschodnich (fot. Jarosław Błażowski).
W szkole, w pierwszym okresie pobytu w Zalewie (od lipca 1946r.) zamieszkał również ojciec. Pewnej nocy coś go nagle obudziło. Spojrzał w stronę drzwi wejściowych do sali i ujrzał na ich tle postać korpulentnej kobiety. Ze strachu schował natychmiast głowę pod pierzynę i tak w trwodze dotrwał do rana. Zjawa nie objawiła się mu już więcej. Wkrótce wyprowadził się zresztą stamtąd. Nauczyciele zamieszkiwali w budynku szkoły jeszcze w latach sześćdziesiątych. Nie wiadomo, czy również im przytrafiły się podobne jak opisane powyżej niesamowite zdarzenia. Może te przytoczone wcześniej historie miały związek z tragicznymi sytuacjami jakie występowały w trakcie zajmowania i administrowania wschodniopruskich miejscowości przez oddziały Armii Radzieckiej w 1945r.? Nie można bowiem wykluczyć zamordowania osób cywilnych, również na terenie budynku szkoły, przez żołnierzy oddziałów frontowych czy z kwaterującej wówczas zimą w tym budynku załogi komendantury wojennej. Może zatem duchy tych osób dały o sobie znać?
Przypominają mi się jeszcze w związku z tym, z czasów dzieciństwa, dwie historie, związane z budynkiem szkolnym i dramatycznymi wydarzeniami stycznia 1945r. Brunatna plama na posadzce schodów prowadzących z parteru na pierwsze piętro, zawsze ciemniała gdy nadchodził atmosferyczny niż i opady deszczu. W miejscu tym, prawdopodobnie kogoś zamordowano i potem długo ciekła krew z martwego ciała. W sali lekcyjnej, na drugim piętrze, na drewnianej podłodze, można było zobaczyć ślady pleśni. Podobno wisiał w tym miejscu przez długi czas wisielec-samobójca, zanim nie uprzątnięto jego ciała. Miejsce to zostało wybrane przez desperata nie przypadkiem - ostatnia duża sala na najwyższym piętrze, zamykająca już możliwość dalszej ucieczki, z widokiem na południe, z którego to kierunku nadeszły wojska radzieckie. Dla większości Niemców, fanatycznych do ostatka i oszołomionych propagandą goebbelsowską i obietnicami świetnego zwycięstwa, nagła konieczność spojrzenia prawdzie w oczy była olbrzymim wstrząsem. Takie też zapewne mogły być przyczyny tej śmierci, jednej z 10 osób, które wówczas, w styczniu 1945r., w trakcie zajmowania miasta przez Armię Radziecką, odebrały sobie życie.
Monumentalny budynek w centrum miasteczka, liczący już prawie 80 lat, może kryć jeszcze wiele innych intrygujących tajemnic...

Autor: Kazimierz Skodzki 26.08.2003

Czytaj dalej...

Legendy Ziemi Zalewskiej

Wielki skarb w Przezmarku I
Odkąd zamek przezmarcki został zburzony, zaczęło tam straszyć. Od czasu do czasu, straszy tam zresztą i dziś. Pewnego razu, dzieci szukające agrestu, przechodziły koło ruin zamku. Właśnie wtedy, wybiegło psisko, prosto z wnętrz zamkowych piwnic. Na jego szyi, na czerwonej obręczy, wisiał dzwonek. Gdy dzieci stały jeszcze zdziwione, nadjechał wóz na którym siedział woźnica bez głowy. Jedno z nich, młodzieniec, chciał schwytać psa, lecz ten zdążył umknąć z powrotem do piwnic. Podążył tam też ów młodzieniec. W piwnicach natknął się na człowieka zarządzającego żółtym piaskiem, który zaproponował mu aby wziął z sobą trochę piasku. „Co ja z nim zrobię?” - zapytał młodzieniec. Napełnił jednak dłoń piaskiem. Gdy powrócił do domu i obejrzał przyniesiony piasek, stwierdził, że to co trzymał w ręku było szczerym złotem. Miałby więcej złotego kruszcu, gdyby posłuchał rady tajemniczej postaci. Niestety, nie zdołano już potem odnaleźć wielkich skarbów w piwnicach zamkowych.

Wielki skarb w Przezmarku II
W Przezmarku spoczywa wielki skarb, lecz jak do niego znaleźć drogę? Pewnego razu, ubogiemu wieśniakowi urodziło się dziecko. I wtedy właśnie ktoś zapukał do drzwi jego chaty. W progu stało troje nieznajomych ludzi. Poprosili gospodarza aby wskazał im drogę. „Dobrze dokąd?”, zapytał wieśniak. Chcieli dostać się do zamku. Ale ludzie w izbie byli tak przestraszeni, że nie udzielili żadnej odpowiedzi. Przybysze odeszli zasmuceni. Później mówiono: „Tych troje ludzi musiało należeć do dawnych panów zamku. Gdyby gospodarz spełnił życzenie nieznajomych, ci wskazaliby mu wielki skarb”. Tym razem, znowu utracono okazję dotarcia do skarbu.

Szwedzi w Przezmarku
Jak daleko doszli Szwedzi! Ludzie opowiadali, że dotarli nawet do Przezmarku i długo oblegali tutejszy zamek. Gdy oblężeni spożyli już wszystkie zapasy tak, że została im tylko jedna świnia, wpadli na pewien pomysł. Zaczęli mianowicie miętosić tę ostatnią świnię, tak, że zaczęła ona aż kwiczeć. Gdy usłyszeli to Szwedzi, mówili: „Słuchajcie, słuchajcie! Zarznięto tam świnię”. Obrońcy zamku zebrali zaś słoninę i zaczęli ostrzeliwali nią Szwedów. Gdy ci to zobaczyli, mówili: „Gdyby nam zostało tyle słoniny, nie bylibyśmy tak wygłodzeni”. Wtedy też się oddalili. „Słyszałam, że stary Fryc mógł urządzić ten podstęp, gdyż był wprawny w wojaczce. Dzięki jego fortelowi wypędzono Szwedów z kraju”.

Autor: Kazimierz Skodzki 26.08.2003

Podsumowanie
Skarby przechowywane w piwnicach zamkowych były odnotowane już w inwentarzach krzyżackich z początków XIVw. Być może stały się one przyczyną zamordowania pisarza królewskiego Jana Sochy, wysłanego do Przezmarku przez Władysława Jagiełłę w 1410r., dla spisania wielkich skarbów i klejnotów, jakie miały się tam znajdować. A może legendy o zamkowych skarbach mają związek z zakończoną w 1571r. w Przezmarku, trwającą prawie pięć lat, pielgrzymką do Ziemi Świętej? O skarbach z okresu II wojny światowej spoczywających w przyzamkowych wodach jeziora, informuje Mapa skarbów ukrytych w Polsce, wydana w 2001r.

Czytaj dalej...

Boreczno (dawniej Schnellwalde)

Wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Zalewo. W roku 1973 wieś Boreczno należała do powiatu morąskiego, gmina Zalewo, poczta Boreczno. Wieś położona nad północnym brzegiem jeziora Dauby. Wieś lokowana 11 lutego 1311 r. na prawie chełmińskim przez komtura dzierzgońskiego pod nazwą Sbelenwalt, na 60 włókach, z czterema latami wolnizny. Henryk - zasadźca i pierwszy sołtys - otrzymał w dokumencie lokacyjnym 10 włók wolnych od danin, prawo do sądownictwa niższego z jedną trzecią wpływów oraz pół morgi na założenie karczmy (czynsz wynosił jedna markę rocznie). Na utrzymanie planowanego kościoła w dokumencie lokacyjnym przeznaczono 4 włóki. Dziesięcina wynosić miała korzec żyta i owsa od każdej posiadanej włóki, danina natomiast ustalona została w wysokości trzech czwartych wiardunku (75 fenigów) i dwóch kur od włóki rocznie.

W czasie wielkiej wojny 1410 roku oraz wojny 13-letniej, wieś została spustoszona. W roku 1970 Wielki Mistrz Henryk von Richtenburg za pomoc w wojnie zapisał Hanuszowi Schöneichowi dość znaczne dobra, w skład których wchodziło również Boreczno. Nadanie to dało początek kluczowi dóbr tego rodu, władającego okolicznymi terenami przez następnych ok. 300 lat. W XVII wieku przedstawiciele tego rodu pod nazwiskiem Krasnodębscy służyli w Polsce. W początkach XV wieku zbudowano obecny kościół. Wzniesiono go z cegły i kamienia. Obiekt ten wielokrotnie naprawiany i przebudowywany jest obecnie najcenniejszym zabytkiem w miejscowości.

W XV wieku staje się wsią prywatną. Wówczas prawdopodobnie tworzy się folwark, a wieś przyjmuje charakter pańszczyźnianej. W wiekach XVII i XVIII odbywały się tu trzy targi i jarmarki rocznie. Już w połowie XVII wieku była tu szkoła. Z XVIII wieku pochodzą wzmianki o istnieniu dworu - siedziby lokalnej zarządcy dóbr oraz folwarku. Na przesteni dziejów wieś kilkarotnie niszczyły pożary, oraz pustoszyły zarazy.

 

Czytaj dalej...

Bądki (dawniej Bündtken)

Wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Zalewo. Wieś wzmiankowana w dokumentach z roku 1397, jako wieś pruska na 20 włokach. Pierwotna nazwa Bandyan najprawdopodobniej wywodzi się od imienia Prusa - Bundeka. W roku 1782 we wsi odnotowano 33 domów (dymów), natomiast w 1858 w 16 gospodarstwach domowych było 210 mieszkańców. W latach 1937-39 było 244 mieszkańców. W roku 1973 jako majątek Bądki należały do powiatu morąskiego.

Zachowane elementy układu: dwór, park, rozległe podwórze i domy mieszkalne pracowników majątku oraz zabudowania folwarczane. Już od końca XIV wieku powstały w Bądkach dobra rycerskie. W XVII wieku należały do Rekowskich. Natomiast fundatorami obecego załżenia dworsko-pałacowego była rodzina Stoppel. Kupiła ona majątek w 1860 roku. Rodzina Stoppel gospodarzyła na około 700 ha i dysponowała 2 folwarkami.

W połowie XIX w. Bądki zakupiła kupiecka rodzina Stoppel z Hamburga, której syn - Johann Martin, nabywca Bądek ożenił się z córką gdańskiego lekarza Anną Lievin, pochodząca z hugenockiej rodziny, wywodzącej się z północnej Francji (ze strony matki żona dziedzica była Szkotką). Ich potomkowie, aż do 1945r., gospodarzyli w tym majątku. Byli też oni też fundatorami obecnego założenia dworsko-pałacowego. Dwór wzniesiono w latach 1868 – 1870, według projektu pewnego młodego architekta, którego dziełem był też potem Kaiser-Friedrich-Gedächtniskirche w Berlinie. Zapewne chodzi tu o Johannesa Vollmera, którego dziełem był w/w kościół protestancki, zbudowany w latach 1893–1895. Budynek jego został zniszczony w czasie II wojny światowej. Vollmer (1845, † 1920) był wziętym za życia architektem i profesorem na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie. Preferował on styl neo-romański i gotycki. Dziewietnastowieczne Niemcy, a w szczególności Prusy były terenem rozkwitu sztuki romantycznej. Zdominowała ją tematyka religijna, patriotyczna, w duchu legend średniowiecznych, pełna odkrytych treści i symboli. Dobra koniunktura ekonomiczna sprzyjała mecenatowi sztuki. Odnalazła ona swe spełnienie również w Prusach w postaci różnych neo-stylów, których najlepszym wyrazem był neogotyk. Wybitnym jego przykładem jest właśnie dwór w Bądkach, którego dekoracja nawiązującą do architektury zamków krzyżackich. Styl neogotycki najbardziej odzwierciedla „pruską duszę”. Poza tym sprawia wrażenie solidności, tradycji, gospodarności, odwagi rodem z pionierskich średniowiecznych czasów

 

Czytaj dalej...

Rąbity (dawniej Rombitten)

Rąbity, wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie iławskim, w gminie Zalewo.Wieś wzmiankowana w dokumentach z roku około 1400, jako wieś pruska na 16 włókach. Pierwotna nazwa wsi Rumbithen najprawdopodobniej wywodzi się od imienia Prusa - Rumbita. Wieś zniszczona w czasie wojny 13-letniej. Około 1531 roku Rąbity dostają się w ręce prywatne jako lenno z nadania książęcego, które otrzymał jeden z jego starostów Marten von Rentzell. Rąbity stały się wówczas wsią folwarczną. W drugiej połowie XIX wieku Rąbity były w posiadaniu polskiej rodziny szlacheckiej Trętowskich, która w 1900 roku pisała się już von Trentovius.
Znakomitością, pochodzącą z Rąbit, kobietą o niespotykanym umyśle była Elisabeth Lemke. Urodziła się w 1849 roku w Rąbitach/b.Rombitten, koło Zalewa. Jej ojciec, mieszkający wcześniej w Gdańsku, radca Richard Albert Lemke, był od 1843 roku właścicielem majątku Rombitten. Dziełem życia Elisabeth Lemke było „Volksthümliches in Ostpreussen”, które ukazało się w trzech obszernych tomach w latach 1884 - 1899 w oficynie wydawniczej W. E. Haricha w Olsztynie. W dziele tym zebrała z rejonu Zalewa 184 podania, legendy, bajki, wierzenia oraz pieśni ludowe… W 1882 roku wstąpiła do Westpreussisches Botanisch-Zoologisches Verein w Gdańsku, a od roku 1883, już jako członek Deutsche Anthropologische Gesellschaft w Berlinie wysyłała do tego stowarzyszenia sprawozdania ze swojej działalności na niwie prahistorii, którą ograniczała do rejonu Zalewa.

 

Czytaj dalej...

Linia kolejowa Zalewo

KOLEJ

Budynek mieszkalny pracowników kolei i wieża ciśnień. W miejscu torowiska jest brukowana ulica W pobliżu rozwidlenia dróg do Dzierzgonia i Pasłęka w latach 1891-1893 wybudowana została linia kolejowa i stacja kolejowa. Linia przebiegała przez Zalewo i łączyła Elbląg z Ostródą oraz Olsztynkiem. Pierwszy pociąg wyjechał 1 września 1893r. a ostatni pociąg z Zalewa odjechał 22 stycznia 1945r. w kierunku Elbląga, przewożąc głównie ludzi, którzy uciekali przed Armią Czerwoną.

Do czerwca 1945 r. na linii Elbląg - Zalewo - Olsztynek czerwonoarmiści rozebrali szyny, wywożąc je jako "zdobycz wojenną" do ZSRR. W późniejszych latach planowano odbudować zalewską kolej jednak nic z tego nie wyszło. Po kolei została wieża ciśnień i budynek mieszkalny pracowników kolei.


Pierwsza droga żelazna w Prusach Wschodnich łącząca Malbork z Królewcem przez Elbląg, Bogaczewo i Braniewo, powstała w latach 1852 - 1853 [1]. A więc 28 lat po wybudowaniu przez Stephensona 40 km linii kolejowej Stockton - Darlingon . W 1861 roku powstał w Elblągu komitet, który postawił sobie za cel wybudowanie linii kolejowej z Bogaczewa przez Pasłęk, Morąg i Ostródę do Nidzicy. Projekt ten, łączący wymienione powyżej miejscowości z Elblągiem nie przewidywał przebiegu tego szlaku przez Zalewo. Po kilku latach zrezygnowano z realizacji tego przedsięwzięcia. Taki sam los spotkał również plan budowy linii kolejowej z Bogaczewa przez Pasłęk, Zalewo, Miłomłyn, Ostródę do Nidzicy. I to pomimo przedsięwzięcia już pewnych prac przygotowawczych w 1869 roku .
Tymczasem w latach 1871 - 1873 nastąpiło otwarcie magistrali Toru - Iława - Olsztyn - Korsze - Wystruć. Dzięki niej kolejowe połączenie uzyskała pobliska Ostróda, dokąd pierwszy pociąg z Torunia zawitał 1.XII.1872 roku . W 1876 roku połączenie kolejowe z Malborkiem uzyskała również Iława .
Okres najintensywniejszej rozbudowy sieci kolejowej w Prusach Wschodnich wypada na lata 1881 - 1863 . Wówczas też kolej żelazna zawitała na obszar powiatu morąskiego. Pierwszą drogę żelazną przebiegająca przez powiat była linia Bogaczewo - Małdyty - Morąg - Olsztyn, oddana do użytku 1.XI.1882 roku a do Olsztyna 15.VIII.1883 roku . Wreszcie po wieloletnich przygotowaniach rozpoczęto wiosną 1891 roku budowę linii kolejowej Elbląg - Zalewo - Ostróda - Olsztynek - a także krzyżującej się z nią trasy Malbork - Myślice - Małdyty. Jedno z biur budowy mieściło się w Zalewie, drugie w Ostródzie. Budowniczym odcinka z Elbląga do Zalewa był Teichgrüber a pomocnikami Wieckman w Zalewie i Bergman w Myślicach. Dwa lata później, 17.VI.1893 na stacji w Janikach Wielkich nastąpiło spotkanie budowniczych odcinków zalewskiego i ostródzkiego. Na zaaranżowanej z tej okazji uroczystości wbicia złotego gwoździa zjawiło się sporo okolicznych mieszkańców. Tego samego dnia zalewski kupiec Adolf Preuss podejmował jeszcze przybyłych oficjeli i towarzystwo w swoim majątku w Janikach Wielkich, nad brzegiem malowniczo położonego Jez. Młyńskiego. Oficjalne otwarcie ruchu pociągów na tym szlaku nastąpiło w dniu 1.IX.1893 roku .

Przy budowie tej linii pracował Michał Lengowski, poeta ludowy i zasłużony działacz warmiński, gorliwy obrońca mowy polskiej, zmarły w 1967 roku. Wspomnienia z tego okresu opisał w książce "Na Warmii i w Westfalii" wydanej w Warszawie w 1972 roku .

"Gdy miałem już 16 lat, zabrał mnie mój o 3 lata starszy kolega do prac budowy nasypu pod nowy tor kolejowy. Wyjechało nas z naszej wsi razem 10 osób, wszystko starsi, żonaci mężczyźni. Ja jeszcze nie miałem tyle sił, ażeby móc z nimi równą pracę wykonywać, ale kolega mój, który otrzymał od szachmistrza polecenie sprowadzenia ludzi do pracy, zaręczał, że ja będę miał tam odpowiednio lżejszą pracę. Dniówka moja wynosiła 1 markę, 60 fenigów, a inni otrzymywali 2 marki i 20 fenigów. Odcinek naszej pracy znajdował się koło wsi Gross Altenhagen (Majdany Wielkie koło Miłomłyna). Mieszkańcy tej wsi mówili po niemiecku, tylko jedna rodzina mówiła po polsku. Do tej rodziny zakwaterowaliomy się wszyscy i spaliomy na strychu na słomie i okrywaliomy się zabranymi kocami, czyli tym, co kto sobie z domu zabrał. Pożywienie nasze było przeważnie chleb i kawa. Chleb i co nam do tego potrzebne było przynosiliomy sobie w niedzielę z odległego o 3 km miasta Miłomłyna, i to przeważnie od karczmarza Więckowskiego. Tam można było to, co kto chciał kupić, po polsku żądać... Tak spróbowałem takiej pracy sezonowej przez jedno lato. Nie była ona wcale zachęcająca, to znaczy praca jak praca ale te noclegi na strychu były podobne do życia cygańskiego cały dzień, na chlebie i kawie. Tak przeszło to jedno lato w mojej młodooci, zarobiłem jednak na nową odzież i buty i dla rodziców na zakup siana, którego na własnym gospodarstwie nie posiadali..." .

W tym samym czasie co linia elbląsko-ostródzka, to jest 1.IX.1893 roku, został włączony do ruchu kolejowego szlak Malbork - Myślice - Małdyty . Rok później, 1.XI.1894 roku, przedłużono linię kolejową Elbląg-Ostróda do Olsztynka . Łączna długość trasy Elbląg-Olsztynek wynosiła 113,2 km . Przedsiębiorstwem eksploatacyjnym na tej trasie były Pruskie Koleje Państwowe . Połączenie kolejowe Elbląg-Ostróda stanowiło ważną łącznicę poprzeczną, która wiązała dwie wielkie magistrale: Elbląg-Królewiec i Iława-Wystruć. Linia ta wraz z trasą Malbork-Małdyty, obie o dużym znaczeniu strategicznym, miały funkcjonować w roli rokad w przyfrontowym pasie po Olsztyn i Nidzicę . Odcinek elbląsko-olsztynecki zapewniał bowiem możność przerzucenia mas wojskowych w najkrótszym możliwie czasie z północy (silny garnizon elbląski) na południe, w kierunku granicy polskiej  (w sierpniu 1914 roku linia kolejowa Elbląg-Ostróda-Olsztynek została częociowo zajęta przez Rosjan na odcinku Olsztynek-Mielno).

Na początku XX wieku uruchomiono jeszcze w okolicy kilka linii, a mianowicie: w 1902 roku z Iławy do Nowego Miasta Lubawskiego i Brodnicy  a w 1909 roku z Miłomłyna do Morąga . Natomiast w latach pierwszej wojny światowej (1916) uruchomiono połączenie z Myślic do Prabut (32 km). W krótkim więc okresie powstała dość gęsta sieć kolei, która wywierała coraz to większy wpływ na życie gospodarcze w tej części Prus Wschodnich. Inwestycje w zakresie komunikacji nie wzmogły jednak w sposób znaczny tętna życia gospodarczego. Dzięki nim na tutejszy rynek zwaliła się ogromna masa towarów produkowanych przez przemysł zachodnich Niemiec, tańszych i lepszych od tych, które mogło wytwarzać tutejsze rzemiosło. Poczęło więc ono podupadać, a jego miejsca nie zajęły lokalne przedsiębiorstwa przemysłowe .

Dworzec kolejowy w Zalewie wybudowano na północny - zachód od centrum miasta w pobliżu rozwidlenia dróg do Dzierzgonia i Pasłęka. W latach dwudziestych XX wieku komunikacja między stacją a miastem utrzymywana była za pomocą dorożek i samochodowych taxi. Dodatkowo do dyspozycji gości hotelowych były dwa omnibusy . W 1927 roku podróż koleją ze stolicy Rzeszy - Berlina do Zalewa, w zależności od wyboru połączenia trwała około 9 - 10 godzin . Z pobliskiej Iławy, dokąd prowadziła z Zalewa linia autobusowa były 4 pociągi do Berlina, 1 do Warszawy, 1 do Wrocławia, 9 do Olsztyna, 8 do Malborka . Z chwilą wybudowania mauzoleum Hindenburga w Olsztynku, nasilenie ruchu osobowego na linii przebiegającej przez Zalewo następowało zwykle w końcu sierpnia, w czasie uroczystości tannenberskich. Jeszcze w sierpniu 1939 roku władze powiatowe rozprowadzały bilety kolejowe na tę uroczystość. Odwołano ją potem jednak ze względu na zbliżającą się wojnę . W okresie II wojny światowej dochodziło do częstych ograniczeń w ruchu pociągów, szczególnie osobowych ze względu na transporty wojskowe. W maju 1941 roku doszło na przykład nawet do całkowitego zamknięcia ruchu osobowego na kolejach wschodniopruskich (przed agresją na ZSRR).

Ostatni niemiecki pociąg z zalewskiego dworca odjechał w kierunku Elbląga w dniu 22.I.1945 roku około godziny 10 rano. Był to pociąg z Ostródy, zajęty do ostatniego miejsca przez uciekinierów . Niewiele zresztą zalewian, w obawie przed nacierającą Armią Czerwoną, zdołało opuścić tym transportem miasto, zdobyte przez Rosjan jeszcze tego samego dnia późnym wieczorem.

W okresie władzy Radzieckich Komendantur Wojennych, to jest do czerwca 1945 roku nastąpił demontaż szyn na linii Elbląg - Zalewo - Olsztynek oraz wywiezienie ich do ZSRR . Była to tak zwana "zdobycz wojenna" przysługująca zwycięskiej armii . W 1946 roku w trakcie opracowywania trzyletniego planu inwestycyjnego na lata 1947 - 1949 projektowano odbudowę linii kolejowej Myślice - Zalewo - Miłomłyn . I tak w roku 1947 przewidywano m.in. odbudowę połączenia Myślic z Zalewem (10 km). Dałoby to połączenie stacji Myślic z siecią dróg wodnych i tartakami w Zalewie. W następnym roku planowano zaś odbudowę linii z Zalewa do Miłomłyna długości 20 km. Plany te, nie przewidujące zresztą odbudowy całego szlaku Elbląg - Olsztynek, nie zostały jednak potem realizowane. Z biegiem lat postępowało niszczenie ocalałej jeszcze infrastruktury kolejowej. Budynki dworca zalewskiego przerobione zostały na mieszkania. Położona obok wieża ciśnień pełniła funkcje stodoły. Pomysł "Kuriera Polskiego" z lat siedemdziesiątych, wykorzystania tej wieży na uroczą kawiarenkę nie doczekał się realizacji.

Piasek z nasypów kolejowych służy mieszkańcom wsi jako materiał budowlany. Nie jest już zapewne możliwa wycieczka rowerowa, nasypem kolejowym z Zalewa do Elbląga. A jeszcze w latach sześćdziesiątych podróżował w ten sposób do Elbląga, jeden z mieszkańców Zalewa. Godna naśladowania była inicjatywa władz ostródzkich z drugiej dekady lat dziewięćdziesiątych, dostosowania dawnego nasypu kolejowego wiodącego z Ostródy w kierunku Góry Dylewskiej i Olsztynka, na scieżkę rowerową. Trasa ta mogłaby być przedłużona przez Miłomłyn i Zalewo w kierunku Elbląga.

Nadzieje na odbudowę linii kolejowej przebiegającej niegdyś przez Zalewo można było wiązać z rozpoczęciem w latach siedemdziesiątych budowy Lubelskiego Zagłębia Węglowego. Najkrótsze połączenie kolejowe Lubelszczyzny z portami morskimi, omijające węzeł warszawski prowadzi między innymi przez Ostrołękę - Wielbark - Olsztyn - Malbork. W przypadku odbudowy odcinków Olsztynek - Ostróda i Miłomłyn - Myślice nastąpiłoby skrócenie szlaku węglowego. Odcinek Wielbark - Myślice zostałby zdublowany. Miałoby to istotne znaczenie z punktu widzenia przelotowości, gdyż oba odcinki byłyby jednotorowe.

--------------------------------------------------------------------------------

Srokowski S., Komunikacja, w: Z krainy Czarnego Krzyża,Olsztyn 1980, s.48. Linia Malbork-Braniewo uruchomiona została w 1852 roku a z Braniewa do Królewca w 1853 roku-Ostpreussenblatt 15.1964 F45, s.12.

Pierwsza linia kolejowa na ziemiach polskich powstała pod Wrocławiem w 1842 roku (27 km). Möler J., Osterode in Ostpreussen. Osterode 1905, s.159.

Ostróda. Z dziejów miasta i okolic. Olsztyn 1976, .106. Ostpreussenblatt 15.1964.F.45, s.12 podaje natomiast rok 1873.

Iława. Z dziejów miasta i.... Srokowski S.,op.cit., s.49. Deegen E., Geschichte der Stadt Saalfeld. Mohrungen 1905, s.292. Deegen E., op. cit. s. 292. Z chwilą wybudowania tej linii uległa likwidacji poczta osobowa z Zalewa do Małdyt i przez Myślice oraz Rychliki do Bogaczewa (skrzyżowanie linii kolejowych)-ibidem, s.288.

Autor podaje, że zatrudnił się przy budowie nasypu pod tor linii Zalewo - Miłomłyn w wieku 16 lat (urodzony we wrześniu 1873 roku). Trzy lata potem, w wieku 19 lat wyjechał do Westfalii. Opisane wydarzenia miały miejsce, według autora, około 1890 roku - natomiast budowę rozpoczęto wiosną 1891 roku. Należy nadmienić, że Lengowski w chwili zakończenia pisania swoich wspomnień miał 89 lat.

Lengowski M., Na Warmii i w Westfalii, Warszawa 1972, s.60-72. Bludau A., Ostpreussen Land und Volk. Stuttgart 1907, s.269; Die Provinz Ostpreussen. Bilder aus der Geographie..., Königsberg 1896, s.137. Długość linii Malbork - Małdyty wynosi 55,49 km. Bludau A., op.cit., s.268; Möller J., Osterode..., s.159. Die Provinz...., s. 137. Odległość w linii prostej między Elblągiem a Olsztynkiem wynosi 85,5 km. Stacje kolejowe i przystanki na linii Elbląg - Olsztynek: Elbląg - Jasionowo - Markusy - Stare Dolno - Kwietnik - Myślice - Zalewo (44km) - Janiki Wielkie - Majdany Wielkie - Miłomłyn (65km) - Piławki - Ostróda (76km) - Kraplewo - Szczepankowo - Gierzwałd - Mielno - Lichtajny - Olsztynek. Piątkowski A., Kolej Wschodnia w latach 1843-1880..., Olsztyn 1996, s.167 i 168. ibidem, s.43.Por Srokowski S., Drogi żelazne Prus Wschodnich, Bellona 1935, R.25, s.211 i Sarter A., Die deutsche Eisenbahnen im Kriege, Stuttgart 1930, s.238.

W sierpniu 1914 roku linia kolejowa Elbląg - Ostróda - Olsztynek została częściowo zajęta przez Rosjan na odcinku Olsztynek - Mielno - Der Wiederaufbau Ostpreussen. Hrsg.v.E.Göttgen. Königsberg 1928 (mapa). Iława. Z dziejów miasta....., s.80 Morąg. Z dziejów miasta i powiatu, Olsztyn 1973, s.110 Piątkowski A., op.cit., s.173. Był to ostatni fragment długodystansowego odcinka zachodnio - wschodniego Czersk - Myślice, stanowiącego połączenie poprzeczne Czerska z koleją Elbląg-Myślice-Ostróda-ibidem, s.44 (Por. Scharf H., Eisenbahnen zwischen Oder und Weichsel. Die Reichsbahn im Osten bis 1945. Eisenmanen Kurier Verlag 1981, s.34). Morąg. Z dziejów..., s.110.

Ostpreussisches Städtehandbuch, Bartenstein 1926, s.230 Warianty połączeń: a) Berlin-Krzyż-Malbork: 8 godzin (cena bilet u II klasy 23,20 a III klasy 36,20 marek). Malbork-Ostróda (przesiadka w Myślicach lub Elbląg-Ostróda linia bezpośrednia): 2 godziny cena biletu do Ostródy II klasa 3m20 a III klasy 4,70 marek). b) Berlin-Ostróda: 9 1/4 godziny (cena biletu II klasy 25,60 a III klasy 39,80 marek) Ostróda-Zalewo (połączenie bezpośrednie) - Skibbe B., Das südliche Ostpreussen. Ein Reisenhandbuch, Allenstein 1927, s.12. Iława.Z dziejów..., s.196. W 1926 roku otwarto linię autobusową Susz - Zalewo - ibidem Grygier T., Dokumentacja dziejów Prus Wschodnich w latach 1939-1945 w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Olsztynie, KMW 1971 nr.1. ibidem.

Taube, Die Stadt Saalfeld, Ostpreussen in der Zeit von 1905 bis zum Untergang 1945, w: "Der Kreis Mohrungen....", s.79. Jedynie odcinek Miłomłyn - Ostróda przywrócono do ruchu. Misztal Z., Przyjęcie, odbudowa i rozwój zakładów przemysłowych Elbląga w latach 1945-1948, Rocznik Elbląski t.7, 1976, s.57. Por. Wiślicki A., W ślad za frontem (3), Przegląd Techniczny, nr.40, 1983, 2.X.1983, s.33.

Zublewicz A., Obecny stan i najpilniejsze potrzeby komunikacyjne Pomorza Wschodniego, w: Stan i potrzeby gospodarcze Pomorza Wschodniego.Gdańsk 1947, s. 213-214

Czytaj dalej...

Siemiany (dawniej Schwalgendorf)

Siemiany to malownicza wieś na Jeziorakiem, która od lat przyciąga turystów pragnących tu wypoczywać. Jednak mało kto zastanawia się nad tym, kiedy wieś powstała i przez kogo została założona. Pobliskie miasteczka Iława , Zalewo i Susz oraz wsie Dobrzyki, Witoszewo, Januszewo, Piotrkowo i Szymbark mają rodowód średniowieczny. Miejscowości te zostały założone w XIV w. przez Krzyżaków lub kapitułę pomezańską. Siemiany są o wiele młodsze, gdyż powstały 300 lat później. Stało się to w wyniku akcji osadniczej księcia Prus Fryderyka III, późniejszego króla Prus Fryderyka I. Monarcha ten zakładał nowe wsie, z których dochody wpływały bezpośrednio do jego szkatuły, dlatego nazwano je szkatułowymi. Administracja książęca szukała w tym celu stosownych terenów w całych Prusach. Nie było to zadanie łatwe, gdyż miejsc takich nie było zbyt wiele z uwagi na istniejącą już zwartą sieć osadniczą. W okolicy Jezioraka znaleziona takie tereny i założono następujące wsie szkatułowe: Siemiany (1700 r.), Bucznik (1703 r.), Matyty (1705 r.), Jerzwałd (1707 r.)* i Rucewo (1712 r.). Do naszych czasów zachował się akt lokacji Siemian, który w wolnym tłumaczeniu brzmi następująco :


Akt lokacji Siemian

Leśniczy książęcy Johann Marcussen z nadleśnictwa przezmarckiego ustalił istnienie w połaci leśnej o nazwie Schwalge (dym) obszaru wolnego od lasu, który znajduje się między brzegiem jeziora Jeziorak i leśnymi smolarniami. Po przeprowadzeniu tam inspekcji stwierdzono możliwość założenia w tym miejscu wsi na 30 włókach (225 ha), na których rośnie teraz tylko niewiele świerków, trochę wierzby, osik, brzóz i krzaków. Po ogłoszenieu powyższego przez kancelarię książęcą zgłosił się Christoph Bieber z prośbą o tą ziemię i jemu ją przyznano, gdyż nikt inny więcej za włókę nie zaoferował. Wtedy sporządzono ten dokument do łaskawej ratyfikacji księcia Prus i pomnożenia jego dochodów.
Wymieniony tutaj Chritoph Bieber i inni ludzie, których on do tego nakłoni, są uprawnieni 30 włók wymienionych gruntów posiąść, zagospodarować oraz użytkować na prawie chełmińskim dziedzicznie i na zawsze ze wszystkim zaroślami i drzewami tam się znajdującymi, lecz z wyłączeniem dębów, które pozostają do dyspozycji księcia. Odtąd Chritoph Bieber jest sołtysem nowej wsi i za trud sprowadzenia osadników może, na równi z sołtysami innych wsi szkatułowych, posiadać trzy włóki należne pełnionemu urzędowi. Zapłaci za to do szkatuły książęcej 100 marek za każdą włókę, pierwszą połowę ceny zakupu uiści na św. Marcina* *1700 r, drugą na św. Marcina 1701 r. Jednocześnie sołtys i jego dziedzice oraz potomkowie są zwolnieni od wszystkich innych podatków, ale są zobowiązani, tak jak inni wolni sołtysi, prowadzić we wsi sądownictwo na prawie chełmińskim i wypełniać je obowiązkowo. Na pozostałych włókach ma Chritoph Bieber osadzić kolonistów, którym licząc od św. Marcina 1700 r. przyznaje się siedem lat wolnizny na zagospodarowanie ziemi. Wolnizna ta kończy się na św. Marcina 1707 r. i od 1708 r. osadnicy są zobowiązani płacić do szkatuły książęcej 16 marek podatku od każdej włóki. Płacenie tych podatków rozpocznie się na św. Marcina 1708 r., stosownie do liczby posiadanych włók, których ilość zostanie ustalona w pomiarach i uzgodnione wtedy sumy będą koloniści płacić po wieczne czasy. Do tego będą też płacić podatek osobowy, którym po okresie wolnizny będzie obłożona każda włóka. Wszyscy osadnicy są zwolnieni z powinności wojskowych jakiegokolwiek rodzaju, niezależnie od posiadanego nazwiska. Ponieważ na wydzielonych włókach jest mało drewna nadającego się do budowy domów, dlatego zezwalamy ich posiadaczom po raz pierwszy i jedyny, podobnie jak osadnikom innych wsi szaktułowych, darmo pozyskać niezbędne drewno budowlane z lasu książęcego, jednak nie używać go do niczego innego. Osadnicy mają przy tym wykorzystać do tego celu wpierw całe dobre drewno znajdujące się na ich włókach. Drewno opałowe i krzaki oddajemy do dyspozycji kolonistów i dopuszczamy do ich sprzedaży, podobnie jak ma to miejsce w innych wsiach szkatułowych, bo ziemia musi być przez osadników uczyniona płodną, a zbyciem karczunku mogą oni sobie w tym pomóc i lepiej się zagospodarować. Ale nie powinni oni tego drewna rąbać i sprzedawać, zanim nie zgłoszą takiego zamiaru w leśnictwie w Przezmarku, co pozwoli ustalić, czy przedmiotem handlu nie jest czasem dobre drewno budowlne. Jeżeli na włókach znajdzie sie drewno, które sołtys i osadnicy mogą przeznaczyć na popiół, to połowa zysku z jego sprzedaży należy się kasie książęcej, ale osadnicy mogą popielić dopiero po uprzedniem zezwoleniu nadleśniczego, aby przy produkcji popiołu została zachowana stała procedura, której podlegają wszyscy inni popielarze. Po upływie wolnizny liczba uli pszczelich, które w swoich ogrodach mogą trzmywać sołtys i mieszkańcy wsi, powinna zostać zmniejszona o połowę, albo od każdego starego ula trzeba będzie do szkatuły książęcej zapłacić 15 groszy polskich. Nowe ule pozostają starym zwyczajem wyłączone ze zbioru miodu po pierwszym roku i ta opłata nie będzie pobierana. Ponieważ sołtys wsi ponosi wiele trudu przy sprowadzaniu osadników, dlatego jemu i jego potomkom dane jest tutaj w nagrodę prawo nieodpłatnego wypasu własnego bydła w lasach książęcych, ale bez żadnej obcej krowy w stadzie, pod groźbą kary utraty tego przywileju. Drogi i ścieżki na włókach muszą utrzymywać ich posiadacze na koszt własny. Osadnicy będą też od każdej włóki uiszczać dziesięcinę na rzecz kościoła i wstrzymają się od polowań pod groźbą wysokich kar, gdy zaś kłusownicto jakieś zauważą, mają obowiązek zgłosić to stosownemu urzędowi. 
Ja, nadleśniczy książęcy leśnictw Oberlandu i Natangii, sporządziłem i własnoręcznie podpisałem wiele kopii niniejszego dokumentu oraz opieczętowałem swoją dziedziczną pieczęcią szlachecką do łaskawej ratyfikacji księcia.***

Sporządzono w Królewcu dnia 2 sierpnia 1700 r.
Ludolf Wilhelm von Lüdernitz 

(tłum. K. Madela)

przypisy:
* wcześniej była tu założona przez Krzyżaków w 1330 r. wieś Keyserswalde, zaginęła w XVI w.
** 11 listopad
*** ratyfikacja lokacji Siemian przez króla Prus Fryderyka I miała miejsce 22 kwietnia 1704 r. w Poczdamie.

literatura:
[1] Ostpreußischer Foliant 12842, S. 220 – 223; XX. Hauptabteilung Historisches Staatsarchiv Königsberg in Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz. (tłumaczenia za : K. Radzimanowski –„Schwalgendorfer Chronik” 2003)

Nazwa wsi

Wieś otrzymała nazwę Schwalgendorf, czego nie wymieniono w akcie lokacji, gdyż nazwa ta wtedy jeszcze nie istniała. Powstała ona zapewne dopiero w chwili pojawienia się tu pierwszych osadników. W wyjaśnieniu pochodzenia nazwy Schwalgendorf pomocna jest mapa Caspara Hennenbergera z 1576 r. W miejscu obecnych lasów siemianskich widnieje na niej napis „Schwalge W”. Słowo Schwalge oznacza dym, natomiast literę W należy rozumieć jako skrót słowa Warte - strażnica. Chodzi tu o wartownię lasów księcia Prus o nazwie „Dymna Strażnica”, której zadaniem było pilnowanie przed nielegalnym wyrębem drzew i kłusownictwem. Nazwa wsi Schwalgendorf, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Dymna Wieś, pochodzi zatem od nazwy istniejącej tu wcześniej strażnicy leśnej. Interesujące jest wyjaśnienie, dlaczego w nazwie wsi i strażnicy znalazło się słowo dym. Otóż już od XVI w., a być może jeszcze wcześniej, unosiły się w tym miejscu nad lasami wielkie ilości dymu z obecnych tam smolarni, gdzie w mielerzach wytwarzano węgiel drzewny. Używany był on wtedy powszechnie do wytapiania metali, kowalstwie i gospodarstwach domowych. Mielerzami nazywano kopulaste stosy ściśle ułożonego na wysokość 2,5 m i szerokość 6 m drewna liściastego (buka, grabu, wiązu, klonu, brzozy), obłożone warstwą uszczelniającą z chrustu, choiny, mchu, a od zewnątrz warstwą darniny i ubitej ziemi. Proces wypalania drewna w mielerzach trwał bez dostępu tlenu od 1 do 4 tygodni, zależnie od jego wielkości. W tym czasie z mielerzy, dniem i nocą, wydobywał się gęsty dym, od którego właśnie powstała nazwa tego terenu zapisana na mapie Caspara Hennenbergera z 1576 r. Ślady po mielerzach są widoczne do dziś w okolicy Witoszewa, Solnik, Zimnego Zakątka, jezior Czerwica, Łabądź i Urowiec. Obecnie są to małe wyniesienia gruntu, gdzie pod darnią znaleźć można jeszcze resztki węgla drzewnego. Ostatnią smolarnię w okolicy zbudowano w 1925 r. w Jerzwałdzie, ale działała krótko, gdyż spłonęła w 1927 r. 
Jednak „istnienie w połaci leśnej o nazwie Schwalge obszaru wolnego od lasu znajdującego się między brzegiem Jezioraka i leśnymi smolarniami, jak zapisano to w akcie lokacji, nie pochodziło wyłącznie od pracujących tu smolarni. Odlesienie w tym miejscu powstało głównie po wyrąbaniu i spaleniu rosnącego tu lasu bukowego w celu uzyskania olbrzymich ilości popiołu na potrzeby książęcej huty szkła w pobliskiej wsi Stawki. Ta obecnie nieistniejąca już wieś znajdowała się około 8 km od Siemian. W tamtych czasach wyprodukowanie 1kg szkła wymagało użycia popiołu aż z 3-4 m kubicznych drewna, dlatego huty szkła lokowano w lasach i nazywano leśnymi. Chodziło tu o zawarty w popiele węglan potasowy, który wymywano z popiołu gorącą wodą (ługowanie) i nazywano potażem. Potaż to spolszczenie nazwy niemieckiej Pottasche, która dosłownie oznacza popiół w garnku (Pott-garnek, Asche-popiół). Najlepszy potaż otrzymywano z twardego drewna bukowego, stąd na potrzeby huty szkła w Stawkach spalono cały las bukowy rosnący wtedy na terenie obecnych Siemian. Od końca XIX w. do produkcji szkła stosuje się potaż uzyskiwany syntetycznie. Spowodowało to zanik leśnych hut szkła i zahamowanie masowych wycinek lasów, które w niektórych regionach Europy miały charakter katastrof ekologicznych. Tradycja hutnictwa szkła w okolicy Siemian była kontynuowana w niedalekich Solnikach, gdzie w latach 1859 – 1878 istniała leśna huta szkłaChristiana Korna. Produkowano w niej głównie szkło apteczne.

Pierwsi mieszkańcy Siemian

Akt lokacji Siemian nie mówi, kim byli osadnicy, gdyż ich sprowadzenie było zadaniem dopiero do wykonania przez Christopha Biebera. Niemniej dokument ten zawiera ciekawą informację, która pozwala nam ich zidentyfikować. Mówi on mianowicie o zwolnieniu osadników z powinności wojskowych „niezależnie od nazwiska jakie posiadają”. Zapis ten trzeba rozumieć chyba w ten sposób, że lokatorowi wsi, Krzysztofowi Biberowi, została dana możliwość sprowadzenia osadników nie będących Niemcami. Chodziło tu bez wątpienia o Polaków z Królestwa Polskiego, których nazwiska różniły się przecież od niemieckich. Bezspornego dowodu na to, że byli to Polacy dostarczają raporty wizytatorów szkół w Siemianach i Jerzwałdzie, założonych w tych wsiach w1739 r. Obie te wsie były w tych raportach nazywane wsiami polskimi. Przeszło sto lat po założeniu Siemian, dwudziestego pierwszego grudnia 1823 r., radca Dintersporządził w Dobrzykach wyniki inspekcji tych szkół. O nauczycielu z Siemian,Krystianie Klingerze, napisał: "Ma tylko polskie dzieci”. Klinger zapewnił mnie wprawdzie, że rozumie po niemiecku i potrafi się w razie konieczności rozmówić, ale nie umie uczyć po niemiecku. Prosiłem go, aby przeczytał mi coś po niemiecku, lecz okazało się, że czyta niepewnie i niepoprawnie” [2]. W 1831 r. odnotowano, że w Siemianach jest 96 dzieci w wieku szkolnym, a z 83 chodzących do szkoły tylko 15 rozumie po niemiecku. Rok potem nie było w Siemianach już ani jednego dziecka rozumiejącego po niemiecku. W 1834 r. wizytator szkolny zapisał; „pięcioro dzieci w Siemianach rozumie po niemiecku, pozostałe zaś są w tym języku ćwiczone. Nauczyciel Weidner w Jerzwałdzie pełnił obowiązki, ponieważ nie znalazł się jakiś lepszy człowiek znający język polski. Razem z nim przyszło sześcioro niemieckich dzieci z jego szkoły, czytały jednak i modliły się bez odpowiedniego akcentu, on zaś niczego nie umiał wyjasnić, a tylko paplał bez skłdu i ładu” [2]. Warto w tym miejscu powiedzieć, że tym samym czasie spora część mieszkańców Susza i Zalewa mówiła po polsku, a w programie szkół miejskich obowiązywała nauka języka polskiego. Ludność polska na tych terenach była wyznania protestanckiego, dla której pastorzy w kościołach w Dobrzykach, Zalewie i Kamieńcu odprawiali nabożeństwa w języku polskim. W parafii dobrzyckiej, do której należały Siemiany i Jerzwałd, konfirmacja w 1819 r. odbywała się po polsku. Kościół ewangelicki uznawał bowiem zasadę, że wiernych należy prowadzić do zbawienia wiecznego przy pomocy ich mowy ojczystej. Stąd też takie elementy liturgii jak kazanie, konfirmacja, spowiedź i komunia, chóralny śpiew podczas nabożeństwa powinny się odbywać w języku wiernych. Tymi wiernymi w Siemianach i Jerzwałdzie byli wtedy prawie wyłącznie Polacy. Z biegiem czasu język niemiecki wyparł mowę polską, co było wynikiem świadomej akcji germanizacyjnej w XIX w. Po polskich mieszkańcach Siemian pozostało kilka nazw topograficznych, które widniały jeszcze na mapie Prus z 1871 r. Na mapach późniejszych nazwy te zmieniono na niemieckie. 

literatura:
[2] Martuszewski: „Ludność polska w powiecie morąskim w XIX w.“Olsztyn 1977

Nazwa wsi

Wieś otrzymała nazwę Schwalgendorf, czego nie wymieniono w akcie lokacji, gdyż nazwa ta wtedy jeszcze nie istniała. Powstała ona zapewne dopiero w chwili pojawienia się tu pierwszych osadników. W wyjaśnieniu pochodzenia nazwy Schwalgendorf pomocna jest mapa Caspara Hennenbergera z 1576 r. W miejscu obecnych lasów siemianskich widnieje na niej napis „Schwalge W”. Słowo Schwalge oznacza dym, natomiast literę W należy rozumieć jako skrót słowa Warte - strażnica. Chodzi tu o wartownię lasów księcia Prus o nazwie „Dymna Strażnica”, której zadaniem było pilnowanie przed nielegalnym wyrębem drzew i kłusownictwem. Nazwa wsi Schwalgendorf, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Dymna Wieś, pochodzi zatem od nazwy istniejącej tu wcześniej strażnicy leśnej. Interesujące jest wyjaśnienie, dlaczego w nazwie wsi i strażnicy znalazło się słowo dym. Otóż już od XVI w., a być może jeszcze wcześniej, unosiły się w tym miejscu nad lasami wielkie ilości dymu z obecnych tam smolarni, gdzie w mielerzach wytwarzano węgiel drzewny. Używany był on wtedy powszechnie do wytapiania metali, kowalstwie i gospodarstwach domowych. Mielerzami nazywano kopulaste stosy ściśle ułożonego na wysokość 2,5 m i szerokość 6 m drewna liściastego (buka, grabu, wiązu, klonu, brzozy), obłożone warstwą uszczelniającą z chrustu, choiny, mchu, a od zewnątrz warstwą darniny i ubitej ziemi. Proces wypalania drewna w mielerzach trwał bez dostępu tlenu od 1 do 4 tygodni, zależnie od jego wielkości. W tym czasie z mielerzy, dniem i nocą, wydobywał się gęsty dym, od którego właśnie powstała nazwa tego terenu zapisana na mapie Caspara Hennenbergera z 1576 r. Ślady po mielerzach są widoczne do dziś w okolicy Witoszewa, Solnik, Zimnego Zakątka, jezior Czerwica, Łabądź i Urowiec. Obecnie są to małe wyniesienia gruntu, gdzie pod darnią znaleźć można jeszcze resztki węgla drzewnego. Ostatnią smolarnię w okolicy zbudowano w 1925 r. w Jerzwałdzie, ale działała krótko, gdyż spłonęła w 1927 r. 
Jednak „istnienie w połaci leśnej o nazwie Schwalge obszaru wolnego od lasu znajdującego się między brzegiem Jezioraka i leśnymi smolarniami, jak zapisano to w akcie lokacji, nie pochodziło wyłącznie od pracujących tu smolarni. Odlesienie w tym miejscu powstało głównie po wyrąbaniu i spaleniu rosnącego tu lasu bukowego w celu uzyskania olbrzymich ilości popiołu na potrzeby książęcej huty szkła w pobliskiej wsi Stawki. Ta obecnie nieistniejąca już wieś znajdowała się około 8 km od Siemian. W tamtych czasach wyprodukowanie 1kg szkła wymagało użycia popiołu aż z 3-4 m kubicznych drewna, dlatego huty szkła lokowano w lasach i nazywano leśnymi. Chodziło tu o zawarty w popiele węglan potasowy, który wymywano z popiołu gorącą wodą (ługowanie) i nazywano potażem. Potaż to spolszczenie nazwy niemieckiej Pottasche, która dosłownie oznacza popiół w garnku (Pott-garnek, Asche-popiół). Najlepszy potaż otrzymywano z twardego drewna bukowego, stąd na potrzeby huty szkła w Stawkach spalono cały las bukowy rosnący wtedy na terenie obecnych Siemian. Od końca XIX w. do produkcji szkła stosuje się potaż uzyskiwany syntetycznie. Spowodowało to zanik leśnych hut szkła i zahamowanie masowych wycinek lasów, które w niektórych regionach Europy miały charakter katastrof ekologicznych. Tradycja hutnictwa szkła w okolicy Siemian była kontynuowana w niedalekich Solnikach, gdzie w latach 1859 – 1878 istniała leśna huta szkłaChristiana Korna. Produkowano w niej głównie szkło apteczne.

Czytaj dalej...